• Wpisów:28
  • Średnio co: 45 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 22:05
  • Licznik odwiedzin:6 279 / 1326 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
zboczuszek69hahaha
 
dissolve
 
Cześć!
Świetny blog !
 

 
Od rozmowy Laury z Karoliną minął tydzień. To nawet nie była rozmowa. Można to nazwać niemiłą wymianą słów. Karolina naskoczyła na Laurę, że ta rozbiła jej "związek" Bartkiem. Laura nie chciała być jej dłużna i naskoczyła na nią mówiąc, że ta nigdy nie była z Bartkiem po czym zatrzasnęła jej drzwi przed nosem.
Bartek nie odezwał się do Laury ani słowem, nie napisał ani nie zadzwonił. Nic.
Był sobotni poranek. Laura leżała i oglądała TV gdy nagle zadzwonił telefon. Skacząc na jednej nodze w końcu doczłapała do kuchni i odebrała połączenie. Dzwonił tata.
-Laura to Ty?-zapytał.
-Tak to ja, tato.-oznajmiła trochę zdziwiona telefonem od niego.
-Jestem na lotnisku. Musiałem nagle wrócić do domu no i mam dla Ciebie niespodziankę. Będę za pół godziny, na razie!-powiedział i rozłączył się.
Laura zmarszczyła brwi.
Jej tata nie był raczej typem człowieka który chodzi za rączkę ze swoją córeczką i dba o nią jak o księżniczkę. Laura w zasadzie miała tylko wsparcie od mamy. Chodź wiedziała, że tata ją kocha, ale to nie wystarczało. Brakowało jej wsparcia, oraz stanowczego "nie" w niektórych sytuacjach. Dziewczyna przyzwyczaiła się do tego, że jej rodzice nie są idealni i, że często popełniają błędy ale kochają ją tak jak potrafią.
Wszystko zmieniło się po śmierci jej siostry. Tata kiedyś był czuły i troskliwy. A teraz ? Teraz to chce spędzać jak najmniej czasu w domu.
Laura zaczęła rozglądać się po salonie i stwierdziła, że jeżeli nie ogarnie chociaż łóżka to jej tata padnie trupem przy niej.
Jedzenie walało się nawet po podłodze więc dziewczyna musiała pozamiatać.
Po 10 minutach harówy odetchnęła z ulgą. Poszła do kuchni i pościerała blat oraz ustawiła ładnie krzesła wokół stołu. Poszła jeszcze szybko poukładała buty i zerknęła znów w stronę salonu. Wszystko wyglądało ładnie.
Ktoś zapukał do drzwi. Podeszła do nich i ujrzała swojego tatę oraz jakiegoś chłopaka...
-Cześć kochanie.-przywitał się tata z Laurą.
-Hej tato, proszę wejdźcie.-oznajmiła dziewczyna otwierając szerzej drzwi.
Weszli do domu.
-To Alan.-powiedział wskazując na chłopaka stojącego obok niego.
Alan był ciemnookim brunetem o boskich rysach twarzy. Nos i usta idealnie pasowały do twarzy i podkreślały dołeczki które pojawiały się z nikąd i zdobiły blade policzki. Zęby miał idealnie białe.
Ubrany był w jeansy i niebieską koszule w krate oraz nike.
Chodzący ideał, pomyślała Laura ale od razu pożałowała tych słów.
-Laura.- przywitała się.
-Alan.-mruknął.
W jego głosie było coś "innego".
-Alan zostanie u nas do końca wakacji, bo jego ojciec musiał wyjechać. Masz coś przeciwko temu?- zapytał tata zwracając się bezpośrednio do Laury.
-Może być.-powiedziałam z lekkim uśmiechem spoglądając na Alana.
-Kiedy mama będzie w domu?-zapytał.
-Powinna być za godzinę. Czy ona wie, że tu jesteś?-zapytała zaciekawiona Laura.
-Tak wie. To miała być dla ciebie niespodzianka, bo jutro wyjeżdżamy razem z mamą na mały urlop, no i mamy nadzieje, że nie pogniewasz się. Alan zostanie z Tobą, pomoże Ci, bo z tą nogą to za bardzo nic nie zrobisz.-oznajmił.
Wtedy właśnie Laura przypomniała sobie jak ładnie posprzątała w domu przed przyjściem taty. Jednak nie była taką kaleką za którą ją miał.
Laura nie ucieszyła się z tego, że jej rodzice nic jej nie powiedzieli i, że nie może jechać z nimi na wakacje, no ale trudno, pomyślała.
-Chodź, pokażę Ci Twój nowy pokój-powiedziała Laura patrząc na Alana.
-Ok.-mruknął.
Ton jego głosu bardzo zdziwił Laurę.
-Może wytłumacz mi gdzie to jest, bo ciężko jest Ci chodzić z tą nogą.-powiedział patrząc na nią.
-Dam rade.-oznajmiła ruszając w stronę schodów.
Czuła, że ją ignorował. Nie będzie zbyt wesoło w jego towarzystwie, pomyślała.
Pokój który przeznaczony był dla Alana był dosyć duży. Ściany były ciemnej barwy a meble były jasne. Alan zbytnio nie zainteresował się wyglądem pomieszczenia. Miał ze sobą dwie średnie torby i od razu rzucił je na łóżko i wyciągnął słuchawki po czym opadł na łóżko. Laura poczuła się nieproszonym gościem w swoim domu i wyszła z pokoju zmierzając do kuchni.
-Tato? Opowiedz mi coś o Alanie, bo nic o nim nie wiem a mam z nim mieszkać więc muszę coś wiedzieć.- oznajmiła siadając na krześle obok ojca.
-Hmm..Alan ma 17 lat i jest przeciętnym nastolatkiem. Mieszka w Anglii z ojcem. Co chcesz jeszcze wiedzieć?-zapytał a Laura od razu zorientowała się, że coś ukrywa.
-Tato.. powiem szczerze. Powiedz mi czy ten chłopak jest przeciętnym chłopakiem czy ma coś za sobą?-zapytała prosto z mostu Laura.
-No rok temu spowodował wypadek, i przez to ma problemy.
-Czy ktoś zginął?-zapytała cicho.
-Nie. Na szczęście nie. Wyrzucili go za to ze szkoły i był w poprawczaku w Polsce. Gdy już wyszedł na prostą to wrócił do Anglii i chciał zacząć wszystko od nowa ale jego ojciec powiedział, że nie jest to takie proste i wtedy ja zaproponowałem mu, że może zostać na trochę u nas. Kto wie może nawet będzie chodził tu do szkoły. Alan to dobry chłopak.-powiedział.
Laura uśmiechnęła się lekko.
Może i był przystojny ale nie wiadomo jaki ma charakter, pomyślała po czym wstała i byłą gotowa bliżej poznać Alana od niego samego.

_____________________________________________________
O to czwarty rozdział, nie jest za długi ale nie jest też krótki, mam nadzieje, że się spodoba.
Ps. Bartek został Bartkiem.
 

 
Heyka .
Pare dni temu wróciłam z koloni o których wspominałam dwa tygodnie temu.
Teraz gdy znalazłam trochę czasu czasu na wejście na bloga postanowiłam, że poinformuje Was, że rozdział czwarty postaram dodać w tym tygodniu.
Jutro chcę zacząć go powoli pisać i jeżeli dobrze pójdzie to dodam go szybciutko.
Pozdrawiam . ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-Ja nie mogę... nie wybaczę mu tego.-powiedziała nagle szeptem Laura.
Oliwia nie zdążyła odpowiedzieć, bo ktoś zadzwonił do drzwi.
Laura otworzyła szerzej oczy.
-Nie wpuszczę go do domu.-powiedziała stanowczo Laura.
-Ja uważam, że powinnaś z nim porozmawiać. Będę w kuchni i jeżeli stwierdzisz, że na prawdę nie chcesz go słuchać to zawołasz mnie i go wyproszę- powiedziała Oliwia.
-No dobrze.-uległa.
Oliwia podeszła do drzwi i powoli uchyliła je. Laura przygryzła wargę.
-Jest Laura?-zapytał Bartek.
-Jest.-mruknęła Oliwia.
Otworzyła szerzej drzwi i zobaczyła wysoką, umięśnioną sylwetkę Alana.
-Laura, kochanie!- krzyknął i podbiegł do niej
po czym rzucił się na kolana.-co ja narobiłem?!
-Co konkretnie masz mi to powiedzenia? Nie mam za dużo czasu, bo Oliwia dzisiaj jest moim gościem, więc mów po co przyszedłeś.-mruknęła Laura.
-Przeprosić.. chodź moje przeprosiny pewnie nie są już nic warte.
Wtedy Laura zauważyła po raz pierwszy w oczach Bartka łzy.
-Bartek...przepraszam..-wybełkotała.
Jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Był załamany. Dało się zauważyć, że dawno spał. Jego oczu były spuchnięte.
Otarł dłonią oczy.
-To ja przyszedłem prosić Cię o wybaczenie. Zrozumiem jeżeli wyprosisz mnie z domu. Ale to Ty jesteś miłością mojego życia i nie dam Ci tak łatwo odejść.
-Ja to wiem. Wiem, że nie chciałeś.. no wiesz z Karoliną no ale stało się i się już nie odstanie. Musisz dać mi więcej czasu Minęło dopiero kilka dni a ja jestem po wypadku i nie mam siły myśleć. A no i wiedź, że nie obwiniam Cię za mój wypadek.
-To miło z Twojej strony ale ja i tak wiem, że to wszystko moja wina.
W oczach Laury pojawiły się łzy.
-Żegnaj,Bartek.-wymamrotała.
Wstał i pocałował ją w czoło. Bardzo czule ale i lekko.
Bez słowa wyszedł z domu.
-To wszystko moja wina..-wymamrotała Laura.
-Twoja ?! Zdradził Cię ! -krzyknęła obudzona Oliwia.
-Wiem. Nie musisz mi ciągle o tym przypominać! Może lepiej będzie jak sobie pójdziesz.-powiedziała stanowczym głosem Laura ale natychmiast tego pożałowała.
Oliwia wstała i popatrzyła zimnym wzrokiem na przyjaciółkę. Nie odezwała się.
-Oliwia ! Przepraszam, to nie miało tak wyglądać...
-Wiem. Rozumiem. Musisz być teraz sama.-uśmiechnęła się sztucznie Oliwia.
-Przepraszam...-szepnęła.
Oliwia skinęła głową i zniknęła za ścianą.
Została znów sama. Nie mogła zadzwonić do Bartka, bo nie miała do niego już wcale zaufania. Była zdana sama na siebie.
Leżąc i rozmyślając o swoim życiu Laurze zrobiło się zimno i powoli zapadła ciemność...

Obudziła ją głośna rozmowa dobiegająca z kuchni.
-Mamo?
-Tak córeczko? Już jestem przy Tobie.
-Z kim rozmawiałaś?
-Z Twoją nową gosposią-Marylą.
-Zatrudniłaś gosposie? Zawsze myślałam, że nie ufasz obcym.-zdziwiła się Oliwia.
-Maryla jest koleżanką Twojej babci i można jej zaufać.-uśmiechnęła się.
-Okej.-powiedziała dziewczyna.
-Zrobiłam dla Ciebie obiad, jesteś głodna?-zapytała.
-Tak, strasznie. -uśmiechnęła się Laura.
-Zaraz Ci przyniosę.-odparła.
-Dobrze. A czy pani Maryla będzie dzisiaj u nas?
-Nie. Dopiero od jutra.-odparła mama i wyszła z salonu.
Laura była straszliwie głodna i nie mogła doczekać się aż mama przyniesie jej coś do jedzenia. Dochodziła 17 a ona jadła tylko 2 kanapki, zimne kanapki z szynką i serem.
Na widok mamy niosącej tacę na której znajdowało się przeróżne jedzenie Laura przełknęła ślinę.
-Smacznego.-powiedziała radośnie mama i znów zniknęła w kuchni.
Laura od razu zabrała się do jedzenia. Na początku napiła się soku pomarańczowego a potem zaczęła jeść kurczaka którego przygotowała jej mama. Gdy go zjadła była tak najedzona, że ledwo oddychała. Lecz to jeszcze nie był koniec.
Do salonu weszła mama z drugą tacą, mniejszą. Niosła na niej drożdżówki, i pączki.
-Mamo... chcesz żebym pękła?-powiedziała Laura patrząc na tace pełną smakołyków.
-Jedz, na zdrowie. Tak mało czasu z Tobą spędzam, a najgorsze jest to, że dzisiaj muszę jechać do pracy na noc. A jutro jadę na tydzień do Poznania.- westchnęła kobieta.
-Dam radę. Ja i tak przez najbliższy czas będę leżała więc to bez różnicy czy jest ktoś ze mną czy nie. Mam laptopa, telewizor, telefon no i mam cały dom dla siebie. -uśmiechnęła się sztucznie Laura, bo w duchu było jej bardzo smutno z tego, że mamy znów nie będzie w domu.
-Lauro..-zaczęła.-telewizor,laptop,i telefon to rzeczy martwe. Ty potrzebujesz miłości. Muszę zadzwonić do taty i zapytać się czy nie mógł by przyjechać trochę wcześniej...
-Nie ma takiej potrzeby, ja sobie poradzę. -zapewniła dziewczyna.-jeżeli musisz wyjść to idź ja sobie dam radę.
-No dobrze. A dlaczego nie ma Oliwii?-zdziwiła się mama.
-Oliwia musiała iść do domu..-powiedziała Laura nie patrząc na swoją rozmówczynie.
-No dobrze, a więc będę jutro rano. Pa córeczko, kocham Cię.-powiedziała z uśmiechem na twarzy pani Lipicka po czym pocałowała swoją córkę w czoło i wyszła z salonu, nawet nie słysząc słów córki..
-Ja Ciebie też, mamo.

Laura leżąc na kanapie w salonie stwierdziła, że przez najbliższy czas będzie sama. Nie chce chłopaka, bo Bartek bardzo ją zranił i nie potrafiła by mu ponownie zaufać.
Nagle usłyszała ciche pukanie do drzwi.
Skacząc na jednej nodze, powoli doszła do drzwi i je otworzyła.
W drzwiach stała Karolina..

_________________________________________________
O to 3 rozdział.
Informuję, że przez najbliższe 2 tygodnie (możę dłużej) nie dodam żadnego rozdziału ponieważ jadę na kolonie i nie będę miała tam czasu pisać.
Bardzo dziękuję za wszystkie opinie.

Pozdrawiam, całusy .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 
Laurę obudził straszny blask. Jej źrenice wypalało światło. Gdzie ona była? Nic nie pamiętała. Czuła się źle. Koszmarnie. Po prostu tragedia. W ustach było jej strasznie sucho. Nie czuła nóg. Nie czuła rąk.
Czuła się jak trup.
Tylko niestety żywy trup,pomyślała z ironią Laura.
Powoli otworzyła oczy.
Ktoś stał nad nią. Kobieta ta ubrana była na biało.
-Laura Lipiecka, po wypadku samochodowym, panie doktorze.-powiedziała mówiąc do jakiegoś mężczyzny który stał obok.
-Dobrze, proszę spróbować obudzić pacjentkę.-odparł.
Kobieta podeszła do Laury a ona natychmiastowo otworzyła oczy.
-Kim pani jest?- wyjąkała Laura.
Do łóżka dziewczyny podszedł doktor.
-Dzień dobry. Nazywam się Mariusz Nowak i jestem pani lekarzem prowadzącym. Miała pani wypadek. Wpadła pani pod jadący samochód.-oznajmił.
-G...gdzie jest moja mama?-zapytała cicho Laura.
-Jest na korytarzu. Chciała by się z panią zobaczyć jeżeli pani się zgodzi.
Co on tak ciągle z tą "panią",-pomyślała Laura.
-Proszę ją tu przyprowadzić.-powiedziała.
Do sali wbiegła zapłakana mama Laury. Rzuciła się na córkę i ucałowała ją czule.
-Córeczko.-powiedziała mama Laury.
-Przepraszam mamo...-powiedziała dziewczyna a jej oczy wypełniły się łzami.
-Córeczko...jak się czujesz?-zapytała ciągle płacząc.
-Dobrze.-powiedziała.
-Panie doktorze, co z nią?-zapytała mama zwracając się bezpośrednio do lekarza.
-Skręcona kostka i kilka siniaków oraz zadrapań.Wyjdzie z tego. Jednakże to cud, ponieważ samochód zahamował w ostatniej chwili. -oznajmił- myślę, że za dwa dni powinna wyjść do domu.

Nadszedł dzień wyjścia Laury ze szpitala. Dziewczyna przez ten czas dużo myślała.
Mama musiała iść do pracy a ona została znowu sama. Musiała leżeć w salonie, ponieważ aby dojść do jej pokoju należy pokonać schody a to jeszcze za duży wyczyn dla jej nogi.
Przez Bartka mogła umrzeć ! , te myśli krążyły w jej głowie.
Zdradził ją i oszukał. Ciekawe czy nawet wiedział, że miała wypadek.
Laura podniosła się i wzięła do ręki laptopa. Włączyła go i od razu sprawdziła wiadomości na facebooku.
10 nieodebranych wiadomości, nieźle, pomyślała.
Pierwsza wiadomość była od jej najlepszej kumpeli Oliwii. Po odpisaniu zauważyła, że na samym końcu są wiadomości od Bartka. Kliknęła na nie i zaczęła czytać.
"Lauro, wiem, że to co Ci zrobiłem jest nie wybaczalne ale ja jednak proszę o drugą szanse. Karolina jest dla mnie nikim. Kocham tylko Ciebie. To ona zakochała się we mnie i chodzi wszędzie za mną. Mam nadzieje, że mi wybaczysz i znów będziemy parą. Kocham Cię.
Ps. Dzwoniłem do Ciebie milion razy, nie odbierałaś więc zadzwoniłem do Twojej mamy. Powiedziała mi, że miałaś wypadek. Bardzo mi przykro z tego powodu. Proszę o odpowiedz i mam nadzieje, że się nie wkurzysz jak przyjdę dzisiaj do Ciebie."
Gdy Laura skończyła czytać otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia.
Twoje niedoczekanie!, powiedziała i wtedy zorientowała się, że powiedziała to na głos.
Wyjęła telefon i wybrała numer do mamy.
-Laura? Czy coś się stało?
-Mamo ! Dlaczego powiedziałaś Bartkowi, że dzisiaj wychodzę?!
-Kochanie.. myślałam, że się ucieszysz, przecież to Twój chłopak.
Zapadła cisza. Do oczu Laury napłynęły łzy i od razu pomyślała o tym jak bardzo ją zranił. Zachrypniętym głosem wymamrotała:
-To nie mój chłopak. Jestem zmęczona i boli mnie noga więc kończę. Pa.
-Laura ! O Boże ! Czy wszystko w porządku ? -wypytywała Oliwia.
-Tak wszystko ok. Mogłabyś do mnie przyjść?-zapytała Laura.
-Tak, oczywiście. Już się zbieram i jestem u Ciebie. Do zobaczenia!
Laura nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ przyjaciółka już się rozłączyła i zapewne była już ubrana i gotowa do wyjścia, albo nawet już była w drodze do niej.

Na Oliwię nie trzeba było czekać długo. Gdy wbiegła do salonu z dwoma reklamówkami to było pewne, że przyszła na dłużej.
-Po co Ci te wszystkie rzeczy?! - wykrzyknęła Laura.
-A no, bo widzisz, zadzwoniłam do Twojej mamy i zapytałam się czy mogę u Ciebie spać i ona się zgodziła. Moja też się zgodziła. Jak chcesz to mogę jeszcze zadzwonić do Twojego tata??-zapytała.
-Nie trzeba. Oli, co Ty taka dzisiaj jakaś podekscytowana?-zapytała Laura.
-Mati zaprosił mnie na randkę ! W sobotę ! - wykrzyknęła jak zawsze wesoła Oliwia.
-To świetnie.-powiedziała Laura starając się zachowywać zwykły ton.
Coś jednak ją zdradziło.
-A Ty jak się trzymasz? Sebastian powiedział mi wszystko. Bartek to straszny dupek. Nie zasługujesz na niego. Ty jesteś wyjątkowa. -oznajmiła Oliwia i czule przytuliła Laurę.
-Wiem, wiem.-zaśmiała się Laura. Śmiech ten był smutny i można byłoby wyczuć w nim ból.
W końcu Laura nie wytrzymała i wybuchła płaczem:
-Dlaczego on mi to zrobił ?! Ja go tak kocham !
-Laura.. skarbie.. dasz radę, damy radę! Olej tego frajera i idź dalej ! Ja Ci w tym pomogę, tylko nie płacz.-powiedziała z uśmiechem na twarzy Oliwia.
-I za to Cię kocham ! - oznajmiła Laura.
Oliwia ponownie się uśmiechnęła.
-Zobacz co mi napisał...-wymamrotała Laura podając laptopa Oliwii.
-Co?!- wykrzyknęła dziewczyna.-on po tym wszystkim ma czelność prosić Cię o wybaczenie ?!
-A najgorsze w tym wszystkim jest to, że on ma tu dzisiaj przyjść...

O to 2 rozdział. Mam nadzieje, że się spodoba. Bardzo dziękuję za opinię przy rozdziale 1. Pozdrawiam. ;**
  • awatar One way ...: Cieszę się ,że to tylko skręcona noga i nic poważniejszego :D Co do Bartka to...... i jeszcze ją potem prosił o wybaczenie kompletny dupek !!!!!! rozdział oczywiście boskii <3 czekam na next : )))))
  • awatar grupa ♥♥czєкσlady: Fajny blog :) zapraszam
  • awatar Blue moon.: świetny rozdział, dobrze napisane :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
-Dzisiaj mija rok jak nie ma Cię ze mną. Pamiętaj, że zawsze będziesz dla mnie ważna. Kocham Cię.- wypowiadając te słowa Laurze po policzku spłynęła łza. Tylko jedna łza.
-Co Ty tu robisz?-zapytał nagle głos za nią. To był Bartek. Jej Bartek.
-Przyszłam do swojej siostry.-szepnęła wciąż wpatrzona w grób o ciemnym odcieniu.
Usiadł obok niej. Czuła ciepło bijące od niego. Przytulił ją. Bardzo czule.
Laura wstała. Powiedziała trochę głośniej:
-Nie mogę wiecznie żyć w ciągłym strachu i żałobie. Muszę zacząć na nowo żyć, a Ty mi w tym pomożesz !
-I za to właśnie Cię kocham.-powiedział po czym pocałował ją bardzo czule w czoło. Zawsze całował ją w ten sposób gdy miał coś na sumieniu. Zdziwiła się. Pomyślała, że może przejął się tym, że ona ciągle rozpacza nad stratą swojej rodzonej siostry. Nie pytała o nic. Chciała znaleźć się gdzieś poza starym cmentarzem.
-Dziś wieczorem jest impreza u Mateusza. Wpadniesz z Oliwią? Mati będzie zadowolony. Próbuję ją wyrwać już kilka miesięcy i nic.-powiedział patrząc gdzieś w bok. Laura czuła, że coś przed nią ukrywa. Zlekceważyła to.
-A o której?-zapytała.
-Zaczyna się o 20. -powiedział po czym zerknął na zegarek. Dochodziła 17.
-Musze się pospieszyć, jeżeli mam zdążyć.-powiedziała podnosząc torbę z ziemi i otrzepując ją z liści i trawy.
-Przyjdę do Ciebie o 18:30, ok ? -zapytał całując Laurę lekko w usta.
-Dobrze. Do zobaczenia! - krzyknęła po czy w pośpiechu wyszła z cmentarza prosto na kolorowy chodnik.

Gdy Laura dotarła do domu była 17:30.
Po drodze kupiła sobie nowe buty, bo żadne które miała w domu nie nadawały się na tą imprezę.
W domu nie było nikogo. Panowała idealna cisza, jak makiem zasiał. Mama jak zwykle była w pracy a tata za granicą, od ponad 3 miesięcy. Laura chodź miała prawie 17 lat bardzo była związana ze swoimi rodzicami. Jej siostra bliźniaczka umarła rok temu. Na jezdni wpadła pod samochód. Dziewczyna do tego czasu nie pogodziła się z jej śmiercią.
Dom Laury był bardzo eleganckim domem a raczej willą tylko, że bez basenu. Przede wszystkim było w nim dużo luster i okien. Ściany były beżowe a w powietrzu unosił się zapach róż.
Pokój nastolatki znajdował się na poddaszu. Żeby do niego dojść trzeba przejść przez cały korytarz w którym znajdowały się pokoje, łazienka i dwie garderoby. Na ścianach które także były beżowe wisiały przeróżne obrazy przedstawiające ogrody, lasy i pola.
Sypialnia Laury była koloru białego. Łóżko które przykryte było także jasnym materiałem ozdobionym w kwiatki idealnie pasowało do dywanów na podłodze. W rogu pokoju stało małe biurko a na nim laptop. Pokój ten różnił się bardzo od innych pomieszczeń w tym domu. Był "skromny".
Laura podbiegła szybko do szafy i wyciągnęła z niej miętową sukienkę. Była w niej tylko raz, tydzień temu w kościele. Odłożyła ją na krzesło a sama poszła do łazienki wciąć gorący prysznic.
Po 20 minutach kąpieli Laura zorientowała się, że została jej jakaś godzina do przyjścia Alana.
Wzięła kosmetyczkę i zaczęła się malować. Gdy skończyła ubrała sukienkę i buty, była gotowa do wyjścia. Spojrzała na zegar wiszący w kuchni. Wskazywała 18. Miała jeszcze pół godziny. Pomyślała, że to może ona zaskoczy Bartka i przyjdzie do niego. Pobiegła jeszcze do swojego pokoju po torebkę także miętową i wyszła zamykając drzwi na klucz.

Dom Bartka był mały. Kilka małych okien, i zwykłe drzwi. Mały ogródek przed domem wyglądał uroczo i pasował do nastroju i wyglądu budynku. Ściany były jasne. Morelowe.
Mama Bartka miała obsesję na punkcie tego koloru. Laura bardzo lubiła mamę swojego chłopaka- Małgosie oraz jego młodszą siostrę- Amelkę.
Drzwi otworzyła jej siostra Bartka i od razu krzyknęła:
-Laura! - wskoczyła jej na ręce i czule ucałowała.
-Hej Amelka, jest Bartek?-zapytała wciąż przytulając małą.
-Nie ma.-powoli odsunęła się od Laury.-wyszedł godzinę temu mówiąc, że idzie do Sebastiana pomóc mu w przygotowaniach do imprezy.
Jak na swój wiek to bystra jest, pomyślała Laura.
-Bardzo podoba mi się Twoja sukienka.- odparła z zachwytem w głosie.-pożyczysz mi ją kiedyś?
-Oczywiście, aniołeczku.-zapewniła ją Laura.-ja muszę już iść, do zobaczenia !
-Pa.- powiedziała wciąż uśmiechnięta Amelka.
A więc kierunek: dom Seby, pomyślała Laura i ruszyła przed siebie.

Gdy Laura dotarła do domu Sebastiana była już 19. Po drodze napisała sms do Bartka, że sama przyjdzie na imprezę. Dom Seby był ogromny. Mniejszy od domu Laury, no ale i tak wydawał się bardzo wielki. Światła świeciły się wszędzie, nawet w garaż. Gdy zapukała do drzwi, otworzył Seba.
-Nasza miss piękności, Laura Lipiecka.-przywitał się Sebastian.
-Elegancki jak zawsze Sebastian Rogalski.-zaśmiała się Laura.
Jednak Laura w głosie Sebastiana poczuła zdziwienie i zakłopotanie.
-Jest Bartek?-zapytała.
-Ym.. jest.. tylko, że..-zaczął się jąkać.
-Tak?-zapytała wciąż wesoła.
-Jest zajęty.-odparł patrząc w podłogę.
Coś było nie tak. Laura to wiedziała. Głos Seby był nie wyraźny, coś ukrywał.
Minęła Sebastiana i weszła do domu. Przechodząc przez salon zobaczyła, że w ogrodzie kto jest. Powoli otworzyła szklane drzwi i weszła do ogrodu. Wtedy jej oczom ukazały się dwie postacie. Bartek-jej chłopak, i Karolina-kuzynka Sebastiana leżąca u Laury chłopaka na kolanach. W Laurze coś pękło.
Alan zorientował się, że Laura jest w ogrodzie i szturchnął Karolinę by zabrała głowę z jego kolan. Wstał po czym chciał podejść do Laury ale ona wybiegła z łzami w oczach.
-Laura ! Zaczekaj, to nie tak ! - krzyknął ale Laura nie słyszała już tych słów.
Wybiegła z domu a następnie na ulicę. Nie zauważyła nadjeżdżającego samochodu...
________________________________________________________
Sukienka Laury.
A więc napisałam nowe opowiadanko. Myślę, że chociaż kilku osobom się spodoba. c;
  • awatar One way ...: Ojj żeby jej się nic nie stało !!! Czekam na dalszy ciąg pisz szybko <3
  • awatar Folari: Jestem zdecydowanie na tak. Wielki plus za to, że używasz przecinków. Z nimi czyta się o wiele lepiej. ;) I mała rada. Niektóre opisy/zdania są zbyt krótkie. Staraj się czasami je rozbudowywać. :)
  • awatar I NIE ZAPOMINAJCIE SIĘ UŚMIECHAĆ!: Faajnee :))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (25) ›
 

 
Hey . c;
A więc na razie zawieszam to opowiadanie. Nie mam wcale pomysłów więc .. robię sobie troche przerwy. Postaram się napisać nowe ale jesszcze pomyśle. Na razie miłych wakacji... pozdrawiam . ;*
  • awatar Żartuje z blizny, kto nie zaznał rany: Trochę szkoda :c, ale poczekam cierpliwie. Również życzę miłych wakacji :)
  • awatar Kiniia♥: Poczekaj chwilę przyjdzie Ci coś jesze do głowy ;p Wpadniesz do mnie ?:)
  • awatar Kłamczucha.: Trochę szkoda, ale rozumiem cię doskonale. Sama często nie mam weny, dlatego wpisy dodaje rzadko:-\ Więc czekam na rozdziały i życzę ci miłych wakacji, abyś odpoczęła i nabrała nowych pomysłów;-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"

.."-Ja nie mam siostry. Moja siostra umarła 200 lat temu.-powiedział to po czym wstał i wyszedł."

-Może powinnam pójść za nim.-powiedziała Annabel.
-Nie. On teraz musi być sam.-powiedziała miło Diana.-przyniosę ci trochę ziół na uspokojenie.
-Dziękuję.-powiedziała.-opowiesz mi o jego siostrze?
-Opowiem pod warunkiem, że ty powiesz mi co jest między wami.-oznajmiła z lekkim uśmiechem.
-Między nami nic nie ma. Jeszcze niedawno mówił, że mnie kocha ale teraz zachowuję się dziwnie i postanowiłam, że nie będę się na razie w nic angażować.
-Możesz mi nie wierzyć ale ja to popieram. Lorenso ma trudny charakter i czasami trudno jest go zrozumieć.-powiedziała.-nadal chcesz wiedzieć coś jego siostrze?
-Tak.-powiedziała Annabel.
-A więc siostra Lorensa nazywa się Paris.Jest od niego młodsza o dwa lata. Jest wampirem. Nie dodałam, że jest moją najlepszą przyjaciółką. Paris jest tylko zła gdy kogoś nie lubi, lub gdy ktoś nie przypadnie jej do gustu. Ta dziewczyna jest przyjaciółką diabła. Tak nazywa ją Lorenso. Nienawidzi jej, bo twierdzi, że w dzieciństwie zamordowała rodziców by tylko było jej wygodniej.- powiedziała Diana.
-Wow ! Gdzie ona teraz jest ? - zapytała Annabel.
-Przypuszczam, że gdzieś w mieście. Pewnie gdy dowie się, że Lorenso tu jest to zjawi się tu żeby go wkurzyć. Paris jest fajna na swój sposób.- powiedziała z lekkim uśmiechem Diana.
-Czyli ty ją lubisz?-zapytała ciekawa Annabel.
-Ja ją uwielbiam. Od zawsze jest moją przyjaciółką ale jej charakter jest straszny. Paris jest kobietą która zawsze postawi na swoim, potrafi nawet zabić. Ja jako jedna ją rozumiem.-powiedziała wciąż z uśmiechem na twarzy Diana.
-Myślisz, że mnie polubi ?- zapytała.
-Myślę, że tak, ale nikt nie przewidzi jej reakcji.-oznajmiła.
Nagle do pomieszczenia wchodzi Lorenso i zaczyna mówić:
-Zadzwoniłaś po nią ?! - wykrzyknął.
-Lorenso.. musiałam...-zaczęła tłumaczyć się Diana.
-Zamknij się.-warknął.


 

 

:)

Nominacja od : http://iloveitxd.pinger.pl/

1.Którego się urodziłaś ?
-20 października .

2.Jakie jest twoje hobby ?
-Czytanie .

3.Ulubiona liczba ?
-Oczywiście, że 69 . Yoooł . xD

4.Do której chodzisz klasy ?
-1 gimbazy. xD 2 witaaaj Ruda przybywa !

5. Ulubiona książka ?
-Lubię wszystkie ale chyba Pamiętniki wamprów i Wampiry z Morganville. <3

6. Ulubiony film ?
-Nwm, nie mam ulub. xd

7.Ulubiony piosenkarz ?
-Lubie wszystkich.

8.Ulubiony celebryta ?
-Wszyscy. xd

Ja nie nominuje nikogo ponieważ nudzi mi się to . ;p
Ps. Nowy rozdział postaram sie dodać tak gdzieś w przyszłym tygodniu.
 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"

..."-Podsłuchiwałeś?
-Ja? No co ty.-prychnął.
-Ta jasne.-mruknęła. "

-Dochodzi 14. Kiedy w końcu będziemy u tej wiedźmy?-zapytała poirytowana Annabel.
-Za jakieś 2 minuty będziemy na miejscu, wytrzymaj jeszcze chwilę.-powiedział spokojnie Lorenso.
-Ty zawsze jesteś taki spokojny, nawet jak w duszy jesteś wkurzony to na zewnątrz wyglądasz spokojnie i opanowanie, jak to robisz?
-Po prostu jestem opanowany. Staram się nie unosić nawet gdy sytuacja tego wymaga .
-Ja tak nie umiem. Zawsze się śmieje lub jestem smutna. Ah.. bezsensowna odpowiedz.-prychnęła.
-Nie. Nie mamy teraz czasu na pogaduszki boję się, że nie poradzisz sobie w Tamtym Świecie.-oznajmił stanowczo a w jego głosie można było wyczuć powagę praz dumę.
Brak odpowiedzi.
Annabel bała się odpowiedzieć ponieważ trochę było w tych słowach prawdy. Bała się. Jej życie było nudne i nic się w nim nie działo. A teraz ? Teraz w każdej chwili może umrzeć.
-Jesteśmy na miejscu.-odparł.
Budynek przed którym zaparkował Lorenso był mały. Wyglądał na sklep.
-Ten dom wygląda na opuszczony.-powiedziała Annabel wysiadając z samochodu.
-To jest także sklep. Czarownica która tu mieszka i prowadzi sklep jest jedną z tych pra starych czarownic. - oznajmił.
-Dobrze, idziemy?-zapytała.
-Tak.
Lorenso szedł przodem. Zapukał cicho w okno i drzwi się otworzyły. Stała w nich kobiet która miała conajmniej 30 lat.
-Diana.-powiedział uśmiechnięty Lorenso i podszedł do niej i ją przytulił.
-Zmieniłeś się. Wyglądasz jakoś tak ładniej.-zaśmiała się.-kto to jest ? -popatrzyła na Annabel.
-Jestem Annabel.-wyprzedziła Lorensa i sama się przedstawiła.
-Diana.-oznajmiła i lekko się uśmiechnęła.-masz cudowną aurę, jeszcze nigdy takiej nie widziałam.
-Czy pani nie jest przypadkiem wampirem?-zapytała Annabel.
-Widzę, że jesteś dobrze poinformowana.-Diana spojrzała na Lorensa.
-Nic jej nie mówiłem. - oznajmił. - sama się domyśliła.
-Już zaczynam cię lubić.-zaśmiała się Diana.-wchodźcie !
Weszli do środka. Pomieszczenia było małe i czyste. Na regałach stały książki. To miejsce przypominało bibliotekę. Ściany były ciemne a w pomieszczeniu panował mrok. Weszliśmy do środka i Diana od razu podeszła do lady i wyciągnęła z niej duży album. Przynajmniej tak to wyglądało.
Dopiero teraz Annabel mogła dostrzec dokładnie twarz Diany. Chodź było ciemno widać było doskonale.
Kobieta była zgrabną, i dosyć wysportowaną osobą. Ubrana była w przetarte jeansy i niebieską koszulę włożoną w spodnie. Jej cera wyglądała jakby była z porcelany. Gdy Lorenso stanął obok niej można było zobaczyć, że oboje są wampirami. Jej zimne ciało idealnie pasowało do przejrzystych oczu które wyglądały jak zamarznięte morze. W myślach Annabel zazdrościła Diana jej wyglądu.
-Diana jest...-zaczął powoli Lorenso.-jest jedną z najstarszych czarownic. Jak zauważyłaś jest także wampirem. Została przemieniona...-chciał skończyć ale nagle Diana mu przerwała.
-Czy mogę ja opowiadać o sobie ? - zapytała ciągle z uśmiechem na twarzy.
-Oczywiście.-oznajmił Lorenso.
Coś było pomiędzy nimi, pomyślała Annabel.
-Urodziłam się w 1264 roku w Anglii. Moja rodzina była od pokoleń czarownicami i czarownikami. Gdy dowiedziałam się o tym, że i ja także jestem jedną z nich nie cieszyłam się. Marzyłam o tym aby mieć szczęśliwą rodzinę i gromadkę dzieci ale wiedziałam, że to się nie spełni. A więc postanowiłam uciec. Mając zaledwie 16 lat uciekłam ze swojego rodzinnego domu. Pojechałam do swojej ciotki, którą bardzo kochałam. Ona obiecała mi, że nikomu nie powie gdzie się znajduje w zamian za to, że oddam jej bycie czarownicą. Nie wiem jak zamierzała to zrobić, ale bardzo pragnęła być jedną z nich. Gdy minęło 10 lat i miałam już 26 lat postanowiłam wyjechać. Ciocia nie zgodziła się. Powiedziała, że nie jestem jeszcze gotowa na to aby żyć samodzielnie. Zostałam u niej jeszcze 3 lata. Dzień przed swoimi 29 urodzinami postanowiłam wyjść w nocy i uciec od cioci, ponieważ ta nigdy by mnie nie puściła. Wychodząc cicho przyłapała mnie. To nie była do końca ona. Jej kły były o wiele dłuższe a z ust kapała krew. Przeraziłam się. I wtedy właśnie przemieniła mnie w wampira. Strasznie się bałam. Ciocia uciekła. Przez prawie rok siedziałam w ukryciu, aż postanowiłam na nowo żyć. Musiałam nauczyć się wszystkiego sama. Do tej pory jestem wampirem i czarownicą. Jak się później okazało moja ciocia była tą pierwszą wampirzycą która nie została przemieniona przez innego wampira ale samą siebie. Nie wiem jak to zrobiła, ani kto jej w tym pomógł. Wiem jedno. Zawdzięczam jej to kim jestem teraz.-powiedziała Diana.-Widzę, że jesteś bystrą dziewczyną, skąd wiedziałaś, że jestem wampirem?
-Nie trudno było się domyślić. Każdy wampir jak i człowiek ma swoją aurę. Wampiry mają ciemną aurę a ludzie jasną. Chyba nauczyłam się rozróżniać typy aur.-powiedziała uśmiechnięta Annabel.- czy to normalne?
-Nie. To nie jest normalnie. Żaden człowiek nie jest w stanie rozróżnić aury. Ale ty to umiesz. Gratuluję.-powiedziała ciepło Diana.
-Dzięki.
-Masz jakieś pytania?-zapytał nagle Lorenso.
-Tak. Skąd się znacie?-zapytała Annabel.
-Ah! A tak właściwie to skąd my się znamy? - zapytała rozbawiona Diana.
-No jak to skąd ?! z Nowego Yorku ! - oznajmił radośnie Lorenso.
-A no pamiętam ! To tam się we mnie zakochałeś ! - wykrzyknęła Diana.
Annabel się przeraziła. Te słowa"to tam się we mnie zakochałeś" czyli jednak coś ich łączyło.
-Nie głuptasku. To tam się po raz pierwszy zobaczyliśmy... który to był rok ? przypomnij.-powiedział czule Lorenso.
-1645. Ha ! Pamiętam dokładnie.- oznajmiła uradowana Diana.
Annabel siedziała na krześle patrząc się w podłogę, załamana. Myślała, że ją kochał. Paris nagle podeszła do niej i usiadła na krześle obok po czym powiedziała:
-Ja i Lorenso jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nic więcej. On nigdy się we mnie nie zakochał. Widzę przecież, że się kochacie więc to jest coś nowego dla Lorensa. On nigdy nie miał dziewczyny. Ha ! Przez tyle lat na żadną nie spojrzał ! -powiedziała Diana.
-Nie.. źle nas zrozumiałaś. My jesteśmy tylko przyjaciółmi. Tylko . - powiedział obojętnym tonem Annabel.
-No niech ci będzie. No to teraz mówcie w czym mam wam pomóc. Przecież nie przyjechaliście tu takiego kawałka drogi na pogaduszki.-powiedziała Diana.-a byłabym zapomniała... Annabel czy możesz zostawić nas na chwilę samych? Musze powiedzieć coś Lorensowi.
-Nie mamy przed sobą tajemnic.-oznajmił Lorenso.
-No dobrze. Jakis tydzień temu odwiedziła mnie twoja siostra.-powiedziała cicho Diana .
-Paris tu była?-zdziwił się.
-Tak . Pytała o ciebie. Bardzo mnie to zmartwiło ponieważ wiem co ci zrobiła i nie wiem co mam o tym wszystkim mysleć.-powiedziała.
-Ja nie mam siostry. Moja siostra umarła 200 lat temu.-powiedział to po czym wstał i wyszedł.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Witam . ;3
Informuję Was o tym, że nowy rozdział dodam we wtorek lub środę. To zależy czy będę miała jakieś lekcje czy nie. Jest on napisany ale tylko połowa więccc pozdrawiam ! <3
 

 
Zostałam nominowana przez: http://lovelastsforever.pinger.pl/

1. Na ile procent oceniasz mój blog??
-Loffciam Twój blog i Ciebie. <3 z pewnością 100 % . !

2. Masz jakieś ulubione książki??
-Tak. W szczególności to "Pamiętniki wampirów." i "Wampiry z Morganville."

3. Ulubiona piosenka??
-Eh.. jest ich dużo ale jakbym musiała wybierać to wszystkie z TVD , z rapu to oczywiście polski raaap. ;D a z disco polo to "Szalona ruda"

4.Masz jakiegoś idola i idolkę??
-A sama nwm . ;3

5.Zima czy lato?
-Laato . <3

6. Masz jakiś ulubiony serial??
-TVD ! . ;D

7. Jaką masz ocenę na koniec roku z matematyki??
-3 .. xD Bystra ja . xD

8. Gdzie się wybierasz na wakacje??
-Do babci, do wujka, do koleżanki, do rodziny. xd może do Rzeszowa i Jarosławia iii hmm kolonie ! <3 ii biwak z Harcerstwa .



Ja nominuję:
http://princesssoul.pinger.pl/
http://batwomanzakochana14.pinger.pl/
http://seiti1008.pinger.pl/
http://tipensosempre.pinger.pl/
http://fatamorganaaxd.pinger.pl/
http://niewybrani.pinger.pl/
http://nicola11.pinger.pl/
http://oliwiamalik.pinger.pl/

Oto pytania dla was:
1. Co podoba Ci się najbardziej w moim blogu?
2. Kolor ścian w pokoju?
3. Plany na wakacje?
4. Masz jakieś zwierzęta? Jak tak to jakie?
5. Gdzie mieszkasz? (jakie miasto\wieś)
6. Czerwony pasek na koniec roku? xdxd
7. Jaka jest Twoja definicja szczęścia?
8. W związku \wolna ?
9. Czy jest coś czego żałujesz?
10. Czego nie da się wybaczyć?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"


.."-Zadzwoń do cioci i powiedz jej, że musiałaś pilnie wyjechać. Żeby się nie martwiła. A szkołę się załatwi.
-Akurat.-prychnęła."

-Coś nie tak?-zapytał trochę zdziwiony.
-Trochę tak . Dla ciebie wszystko wydaje się proste ale ludzie tak nie mają. Musimy radzić sobie sami. My nie hipnotyzujemy ludzi. -oznajmiła z pogardą w głosie.
-To nie moja wina, że taki jestem. Nie wiń mnie.

Do kawiarni dojechali w południe. Annabel była strasznie głodna ale i zła. Nie odzywała się do Lorensa.
-To może w końcu odezwiesz się do mnie ? -zapytał.
-Może.-powiedziałam cicho.
Weszli do kawiarni. Raczej była to restauracja. Annabel zamówiła sobie duży obiad a na deser ciasto, kawę i lody.Lorenso nie zamówił nic . Gdy skończyła jeść powiedziała.
-Teraz gdy jesteś już najedzona pogadamy?-zapytał.
-Tak.-oznajmiła z entuzjazmem. Jakby czekała na te słowa.
-Muszę ci coś powiedzieć. Do świata do którego chcemy wejść czyli do Modo di non ritorno można przejść tylko raz w miesiącu. Ten dzień wypada akurat jutro. Mamy bardzo mało czasu aby nauczyć cię wszystkich potrzebnych rzeczy. Przede wszystkim musisz znać zaklęcie które może ochronić cię jako człowieka w Tamtym Świecie.- powiedział.
-A jak wygląda Tamten Świat ? - zapytała zaciekawiona.
-Tamten Świat wygląda tak samo jak świat w którym teraz się znajdujemy. Tylko, że nie ma w nim ludzi. Dlatego właśnie dzisiaj o północy wykonamy rytuał w którym zostaniesz la chica del sol - dziewczyną Słońca. W tobie nie zmieni się nic ale będziesz musiała nosić pewien medalion. -powiedział.
-Dobrze. Rozumiem. Tylko kto nam wykona ten rutuał?-zapytała.
-Mam tu we Włoszech zaprzyjaźnioną czarownice, która pomorze mi w potrzebie. - uśmiechnął się.
-Nam. Lorenso nam pomorze.-poprawiła go Annabel.
-A no tak . Zapomniałem . Przepraszam. - uśmiechnął się.
-A więc możemy jechać.-oznajmił.
-Nie jeszcze nie. Muszę zadzwonić do cioci. Przerazi się.
-Dobrze, zadzwoń.-uśmiechnął się po czym wstał od stolika i odszedł.

Ciocia odebrała szybko, Annabel wydawało się, że czekała na ten telefon.
-Halo, ciociu?
-Annabel ! Kochanie gdzie ty jesteś ?! Twoja wychowawczyni dzwoniła do mnie..
-Ciociu, bardzo cię przepraszam ale na razie nie wrócę do domu. Wybrałam się z przyjaciółmi na wycieczkę do Włoszech..-zaczęła mówić ale nagle przestraszona ciocia wykrzyknęła:
-Co ?! Gdzie ?! Boże dziecko ty nie masz jeszcze 18 lat !
-Wielki mi co ! Za 3 miesiące będę pełnoletnia !
-No właśnie... za 3 miesiące . Dobrze, porozmawiajmy spokojnie.-zaproponowała ciocia Annabel.
-Dobrze. A więc, jestem na wycieczce ze znajomymi wrócę za jakiś czas. Bardzo cię przepraszam, że nie poinformowałam cię o tym ale jakoś tak wszystko działo się bardzo szybko więc nie martw się o mnie. Kocham cię. Trzymaj się, ciociu.
PO tych słowach Annabel rozłączyła się i przez kilka sekund wpatrywała się w pusty ekran. Do stolika wrócił Lorenso.
-Ostro.-powiedział siadając obok Annabel.
-Podsłuchiwałeś?
-Ja? No co ty.-prychnął.
-Ta jasne.-mruknęła.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Heeey. <3
Wczoraj dodałam wpis w którym mogliście zadawać mi pytania.
W tym wpisie będą odpowiedzi na nie Postaram się dodawać zdj.


1. Od kiedy jesteś Kwiatonator?

-Hmm.. od kilku miesięcy ! Ale powoli zaczyna mi się nudzić Kwiat. ;x Więc nie wiem czy długo będę Kwiatonator.



2. Ilu masz przyjaciół?

-To zależy jakich. Prawdziwe przyjaciółki to mam 5 (Angelika, Natalka, Wiktoria, Diana i Ola) Koocham je i nigdy ich nie oddam. ! <3

3. Jakiego koloru są twoje oczy?

-Yhh.. kiedyś były niebieskie... potem szare ale teraz są niebiesko-szare. xDD Ale nie mam pewności, że się nie zmienią.

4. Masz rodzeństwo?

-Nie mam. ! <3

5. Najczęstszej odwiedzana strona internetowa?

-Oczywiście, że facebook. <3



6. Masz chłopaka?

-Mam.

7. Jak się uczysz?

-Hmm jakoś leci.

8. Jaki masz telefon?

-LG L5 E610. <3

9.Ile chciałbyś mieć dzieci?

-Nie myślałam o ty. Ale 2. Kiedyś na wakacjach wróżyli nam z dłoni i mi wyszło 2 dzieci i takiemu chłopakowi też wyszło 2 iii to był mój mąż. Buahah. xDD

10.Ulubiony zespół?

-Sama już nwm. xDD

11.Jak byś chciała mieć na imię?

-Cieszę się, że nazywam się Weronika ponieważ lubię długie imiona. Gdybym miała wybierać to wybrałabym Oliwia albo Blanka.

12.Jaki kolor włosów chciałbyś mieć?

-Ahmm... czekałam na to pytanie. Oczywiście, że rudy. ! Kocham ten kolor iii po prostu nie chciałabym mieć innego.

13.Grasz w jakieś gry komputerowe?

-Czasami. Żadko. xD

14.Kim chcesz zostać w przyszłości?

-Celnik , straż graniczna lub policjant.

15.Wierzysz w reinkarnacje?

-Wierze. Dużo czytam. W szczególności o wampirach i po prostu w to wierze. xD

16.Masz jakieś pasje?

-Ajj.. pomyślmy. ^^ Chyba nie. xD

17.Ulubiona piosenka?

-Kocham rap. To chyba Diox The Returners-jeden zwykły dzień. Ale kocham też "Ruda tańczy jak szalona" lub "Szalona ruda"

18.Imię twojej mamy?

-Agnieszka.

19.Ulubiony blog?

-Uff.... jest ich dużo ale w szczególności to:
http://oliwiamalik.pinger.pl/
http://nicola11.pinger.pl/
http://fatamorganaaxd.pinger.pl/
http://hollandroden.pinger.pl/
http://lovelastsforever.pinger.pl/
I oczywiście wile innych.

20.Jesteś bardzo zboczona?

-Jestę zboczuszkiem. Wszystko mi się kojarzy. Buhaha. xDD

21.Ile masz lat?

-Prawie 14.. xD Gówniaaara.

22.Ulubiona książka?

-Kocham czytać ale w szczególności to:
-Pamiętniki wampirów.
-Wampiry z Morganville.

23.Ostatnio obejrzany film?

-Szczerze? To nie pamiętam.

24.Ulubiona pora roku?

-Chyba lato.

25.Twoje motto życiowe?

-Nie mam motta. ;x

26.Imiona przyjaciół ?
-Diana.
-Ola.
-Natalka.
-Wiktoria.
-Angelika.

27. Lubisz Harrego Pottera?

-Nie. x;

28. Co lubisz robić w wolnym czasie ?

-Pisać w pamiętniku lub czytać.

29.Dlaczego masz taki , a nie inny nick na pinger'ze ?

-Pff.. a kto to wie. ?!

30.Jeli góry/morze to czemu ?

-Hmm morze.. ciepłooo.

31.W jakim województwie mieszkasz ?

-Lubelskim.

32.Jaki masz kolor włosów ?

-Ruudy. ! <3

33.Pierwsza piosenka o której usłyszałaś ?

-Nie wiem. x;

34.Dlaczego założyłas swój miniblog ?

-Miałam wene na pisanie opowiadań. ^^

35.Czy popełniłaś kiedyś w swoim życiu okropny błąd ?

-Tak.. Ale nie powiem jaki. ;c

36.Żałujesz czegoś ?

-Tak i to bardzo. ;x

37. Dlaczego lubisz opowiadania?

-Piszę opowiadania i je lubię, po prostu. xDD

38.Czy jest książka, którą możesz czytać nawet kilka razy?

-Pamiętniki wampirów.

39. Ulubiony aktor i aktorka?

Jeest ich dużo ale wymienie tych najlepszych.
-Nina Dobrev.
-Paul Wesley.
-Ian Somerhalder.
-Joseph Morgan.
Iii taaak daaalej.

40. Jakie jest twoje życiowe motto?

-Nie mam motta.. jakoś tak wyszło. xDD







Uff... 40 pytań.. Pod koniec tygodnia powinien pojawić się nowy rozdział . Pozdrawiam. <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Heyka.
Nowy rozdział będzie gdzieś pod koniec tego tygodnia więc chciałabym żebyście mnie lepiej poznali.
Pod tym postem możecie zadać mi mnóstwo pytań. Wszystkie się liczą. Nawet te głupie. xD Można zadawać je także na priv. (jeżeli ktoś woli.)
Wszystkie pytania będą anonimowe. Więc proszę pytać o wszystko.
Czas macie do wieczora.
W następnym poście dodam odpowiedzi na te pytania
Pozdrawiam. !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"

.."po długiej przemowie Lorenso wciąż patrzył w przestrzeń zastanawiając się czy dobrze postąpił mówiąc to wszystko Annabel. "

-Wow.- powiedziała Annabel gdy Lorenso skończył opowiadać.
-Jest mi bardzo trudno o tym mówić i przez tyle stuleci nie miałem nikogo. Dopiero teraz pojawiłaś się ty, i ... - Lorenso zaczął mówić ale nagle przestał.-miałem nadzieję, że w końcu znalazłem kogoś kogo pokocham.
Annabel podeszła bliżej Lorensa i złapała go za ręce, po czym powiedziała:
-Uda się.
-Nie wiesz o wszystkim.-przyznał po czym spuścił wzrok.
-Jak to?-zdziwiła się.
-Jeżeli zgodzisz się być ze mną już nigdy się ode mnie nie uwolnisz. Będziemy razem na zawsze . Będziemy związani krwią.-powiedział to z pewnością i powagą w głosie.
-Będę piła twoją krew?
-Nie. Jeżeli ja stracę choć odrobinę krwi ty także. A jeżeli ty stracisz krew to ja też.-oznajmił.
-Kocham cię i zorbie dla ciebie wszystko choćbym musiała zapłacić swoim włsnym życiem.-Annabel po wypowiedzeniu tych słów patrzyła w ciemne oczy Lorensa.
-Uważaj na słowa. W świecie w którym żyjemy słowa które powiedziałaś przed chwilą to wyrok śmierci.-ostrzegł ją Lorenso.
-Nie wiem co mam o tym myśleć. To wszystko jest takie straszne . Takie mroczne.- oznajmiła Annabel.
-To nie twoja wina, że taka jesteś. - oznjamił.-urodziłaś się by być jedną z nas, więc nie wiem jak mam cię pocieszyć.
-Nie musisz mnie pocieszać.
-Ale muszę.
-Nie.
-To co mam zrobić?
-Po prostu bądź.

Do wieczora Lorenso i Annabel siedzieli lub spacerowali po posesji Cartenów.
-Ja idę jeszcze się przejść ale zaraz będziemy wracali.-oznajmił spokojnie Lorenso.
-A czy mogę z tobą?-zapytała Annabel.
-Nie. Przepraszam... ale wolałbym iść sam. Chciałbym zobaczyć jak wszystko się tu zmieniło.
-Okej.-powiedziała Annabel ale wciąż była uśmiechnięta.
Gdy Lorenso odszedł Annabel została sama. Siedziała w samochodzie i piła sok. Czuła się nie pewnie.
Bardzo niepewnie.
Przecież coś mogło bym w tym lesie. Lorenso zostawił ją samą. Chyba był pewny, że jest tu bezpieczna.
Poczuła czyjeś kroki. Coś lub ktoś biegł w jej stronę. Wsiadła do samochodu i odruchowo zamknęła drzwi. Zza drzew wyłoniła się przerażona twarz Lorensa.
-Co się stało ?! - wykrzyknęła .
-Tak w lesie...jest cmentarz którego wcześniej nie widziałem i zobaczyłem tam kogoś!-krzyknął.- wsiadaj !

-Co jest w tym lesie ?! - wykrzyknęła Annabel gdy Lorenso zaczął spokojnie oddychać.
-Zło. W tym lesie aż roi się od zła. Czarownice w tym lesie urządziły sobie swoją kwaterę. Cały las i cała posiadłość jest zatruta przez nie. Te groby które się tam znajdują to groby tych co do końca nie umarli. Nocami czarownice przeprowadzają pewien rytuał i wtedy umarli zaczynają żyć. Gdy zejdzie słońce las jest spokojny, to po zmroku dzieje się tam coś nie dobrego.-powiedział Lorenso.
-O mój Boże.-szepnęła Annabel.-czy to wszystko jest dozwolone?
-Nie. Czarownice nie mogą używać magii w grupach. A już szczególnie nie mogą przywoływać duchów. Musimy temu jakoś zaradzić. -oznajmił.
-Ale jak ?-zapytała.
-Udamy się do Włoch do siedziby wampirów zwanej "Modo di non ritorno"-drogą bez wyjścia.-powiedział Lorenso.
-Czy ja też jadę?
-Oczywiście. W tym mieście nie jesteś bezpieczna ponieważ wiedzmy pewnie już wiedzą kim jesteś.
-Kiedy jedziemy?-zapytała uśmiechnięta Annabel.
-Za jakieś 3 godziny powinniśmy być na lotnisku.
-Co? Jak to ? Tak szybko? Ale szkoła..
-Zadzwoń do cioci i powiedz jej, że musiałaś pilnie wyjechać. Żeby się nie martwiła. A szkołę się załatwi.
-Akurat.-prychnęła.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"

.."Lorenso miał przy sobie rozkładane krzesła oraz stół. nie mogło zabraknąć jedzenia i picia.
-Smacznego.-powiedział.
-Wow! Dziękuję.-odparłam otwierając torbę w której były kanapki. A wiec teraz opowiedz mi coś o twojej rodzinie.-zachęciłam go.
-No dobrze. To nie będzie wesoła historia.. "

-Moja rodzina była..-Lorenso zastanowił się po czym westchnął-była czymś w rodzaju rodziny królewskiej. Tu gdzie się teraz znajdujemy stał ogromny dworek oraz przepiękny ogród. Było to w roku 1564, kiedy tata wyszedł jak zwykle na polowanie i już nie wrócił. Mama była przerażona a moje rodzeństwo jak i ja panikowaliśmy. Szukaliśmy go dniami,tygodniami, miesiącami aż miną rok potem dwa i daliśmy sobie spokój. Nie znalezliśmy jego ciała więc nie byliśmy pewni czy tak na pewno zginął ale nie został po nim żaden ślad. Kilka lat pózniej moja mama ponownie się zakochała a ja i moje rodzeństwo mieliśmy ojczyma Alexandra (tak się nazywał.) Nie polubiłem go. Był jakiś taki sztuczny. Zachowywał się tak jakby był u siebie. Nie zważał uwagi na mnie ani na moich braci i siostrę. Czułem, że mama zaczyna się go bać. Alexander czasem pił a wtedy zaczynał robić się agresywny. Ja w duszy ciągle miałem nadzieje, że tata żyje. Że kiedyś wróci, zabierze nas od Alexandra i znów będziemy spokojną rodziną. Lilly - moja siostra miała zaledwie 10 lat, moi bracia byli niewiele starsi- mieli po 13 lat, ja byłam najstarszy miałem lat 17. tylko ja tak dokładnie pamiętałem dzień w którym tata wyszedł z domu. Tata był zawsze surowy i za to czasem się na niego złościłem. Nie rozumiałem dlaczego to akurat na mnie krzyczy i wydaje polecenia. Gdy zaginął zrozumiałem, że robi to wszystko dla mojego dobra. A raczej robił. Mama nie pozwalała mi wychodzić na żadne polowania ponieważ bała się , że ja także zaginę. Gdy wyjechała do miasta postanowiłem pójść na polowanie sam. Wiedziałem, że jak mama się dowie to będzie wściekła a może i nawet powie Alexandrowii a on mnie wtedy spierze ale warto było zaryzykować. Byłem pewien, że nic mi się nie stanie ale byłem w błędzie. Chodziłem po lesie i mamrotałem pod nosem imię taty. Błądząc po lesie wpadłem na pułapkę dla zwierząt i tak właściwie to tam umarłem.. Po jakimś czasie usłyszałem kroki które szły w moją stronę. Starałem zachowywać się cicho ale niestety mężczyzna mnie zauważył. Wtedy właśnie zorientowałem się, że to był mój tata. On także mnie poznał. Wyjął moją nogę z zaciśniętej pułapki i tylko pokiwał głową. Moja noga do niczego się nie nadawała. Powiedział mi prosto w oczy, że umrę. Nie wiedziałem co mam zrobić. Z jeden strony wszystko mnie bolało a z drugiej nie mogłem uwierzyć, że od tak długiego czasu zobaczyłem tatę. Wtedy właśnie zobaczyłem co się z nim dzieje. Gdy zobaczył krew wyciekającą z rany wpadł w szał i wtedy zorientowałem się kim był.. Był wampirem. Przemienił mnie także w tą bestię i tak po protu zniknął. I odpłynąłem. Obudziłem się rano w chatce, a obok mnie chrzątała się jakaś kobieta. Powiedziała mi, że zna mojego ojca i chce mi pomóc. Byłem u niej około miesiąc i zrozumiałem kim jestem. Byłem bestią. Zwierzęciem. Czymś co zabijało ludzi. Kimś przed czym chciał uchronić mnie mój ojciec. Było już za pózno. Umarłem. Ojciec znikł. Zostałem sam. Nie mogłem wrócić do domu ponieważ stanowiłem zagrożenie. Czułem się bezsilny. Emillie (tak nazywała się ta kobieta u której mieszkał) powiedziała, że już sobie poradzę i, że mam sobie iść ale zawsze mogę do niej dzwonić lub ją odwiedzać. Przez setki lat żyłem pełnią życia. Piłem, balowałem oraz zabijałem. Coś się zmieniło gdy na drodze stanęłaś ty. Na początku byłaś moją pierwszą napotkaną ofiarą. Czułem, że muszę spróbować twoją krew. Pragnąłem cię. Lecz nie zrobiłem tego. I nie zrobię nigdy.-po długiej przemowie Lorenso wciąż patrzył w przestrzeń zastanawiając się czy dobrze postąpił mówiąc to wszystko Annabel.
 

 
Hej. Informuję Was, że w najbliższym czasie nie dodam nic ponieważ nie mam wcale pomysłów. ;c Nie mam za bardzo czasu oraz zbliża się koniec roku no i poprawiamy oceny. Jeżeli tylko coś mi wpadnie do głowy to od razu napiszę nowy rozdział!
Pozdrawiam Cieplutko. ;3

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"

..."Rano obudził mnie mój budzik nastawiony na 6:30. Tym razem nie musiałam się spieszyć do szkoły."

Miałam godzinę na przygotowanie się do wyjścia. Postanowiłam wziąć ciepły prysznic i zaczesać ładnie włosy. Następnie wyjęłam jeansy oraz luźną koszulkę oraz szczepiłam włosy w koczek.Gdy zrobiłam to wszystko i przyjrzałam się w lustrze i stwierdziłam, że wyglądałam perfekcyjnie. Zeszłam szybko do kuchni i wyjęłam z szafki płatki oraz mleko z lodówki. Po zjedzeniu szybkiego śniadania zostało mi 15 minut do wyjścia. Pobiegłam jeszcze szybko na górę ponieważ chciałam się upewnić, że niczego nie zapomniałam. Ktoś nagle zapukał do drzwi. Byłam pewna, że David przyszedł po mnie. Ku mojemu zdziwieniu za drzwiami stał Lorenso a tuż za nim na drodze jego piękny samochód.
-Hej piękna.-przywitał się całują mnie lekko w policzek.
-Hej.-odpowiedziałam obojętnie.
-Mam dla ciebie niespodziankę.-powiedział wciąż uśmiechnięty.
-Jaką?-zapytałam trochę ciekawa ale nie dawałam po sobie tego poznać.
-To niespodzianka.-powiedział wciąż tajemniczy.
-A szkoła?-zapytałam.
-Jeden dzień możesz sobie odpuścić.-oznajmił stanowczo.
-No dobrze ale pod jednym warunkiem.-powiedziałam.
-Jakim?-zapytał zaciekawiony.
-Od teraz mówisz mi wszystko.-oznajmiłam.
-No dobrze ale to działa w dwie strony.-powiedział.
-Dobrze, zgadzam się.-odpowiedziałam-a więc jedziemy?
-Pewnie!-powiedział.
Wzięłam torbę i wyszliśmy na dwór. Ciocia była już w pracy więc zamknęłam dom na klucz. Gdy wsiadłam do samochodu Lorenso zapytał:
-Gotowa?
-Tak.-oznajmiłam.
Droga była długa i dosyć męcząca. Gdy dojechaliśmy na miejsce dochodziła 12. Wysiadłam z samochodu i bardzo się zdziwiłam tym co zobaczyłam. Był to wielki las a w nim jakieś stare ruiny.
-Gdzie jesteśmy?-zapytałam zdziwiona.
-Jesteśmy na ziemi rodu Cartenów. Ta ziemia należy do mnie ale i skrywa wiele tajemnic.-powiedział.
-Mieszkałeś tu kiedyś?-zapytałam kopiąc jakiś kamień.
-Tak. Dawno dawno temu te ruiny wyglądały jak pałac i były ogromne teraz to tylko stos kamieni.-powiedział.
-Opowiedz mi coś o twojej rodzinie.-powiedziałam.
-No dobrze ale najpierw obiad.-oznajmił wyciągając coś z bagażnika.
Lorenso miał przy sobie rozkładane krzesła oraz stół. nie mogło zabraknąć jedzenia i picia.
-Smacznego.-powiedział.
-Wow! Dziękuję.-odparłam otwierając torbę w której były kanapki. A wiec teraz opowiedz mi coś o twojej rodzinie.-zachęciłam go.
-No dobrze. To nie będzie wesoła historia..
 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"

.."Jeżeli jakaś inna hybryda dowie się, że ty istniejesz też zechce twojej przemiany a może i śmierci... "

-Przepraszam ale tego jest po prostu za dużo.-oznajmiłam.
-Wiem ale po prostu na razie musisz nauczyć się żyć tak jak my ci mówimy.
-Mogę już iść?-zapytałam.
-A poradzisz sobie?-zapytała.
-Być może.-oznajmiłam zmieszana.
-W razie jakich problemów dzwoń.-powiedziała.
Nie odpowiedziałam. Wyszłam ledwo żyjąc i ruszyłam w stronę drzwi. Nagle na przejściu stanął Lorenso. Minęłam go bez słowa i postanowiłam ruszyć do domu pieszo.
-Poczekaj Aniu! Odwiązę cię.-powiedział.
-Nie chcę! Przejdę się.-powiedziałam wciąż idąc.
-Nalegam.-powiedział.
Zrozumiałam, że trochę bolą mnie nogi i zgodziłam się na to aby Lorenso mnei odwiózł. Nagle zauważyłam, że Enzo ma samochód. to nie był byle jaki samochód. Poznałam,ze jest to Porsche 911 ponieważ taki samochód mają moi sąsiedzi ale oni mają starszy model. Samochód był biały. Gdy podjechał pode mnie to bez zastanowienia wsiadłam.
-To twój samochód?-zapytałam.
-Tak.-oznajmił.
Nie odpowiedziałam. Byłam na niego wściekła nawet nie wiem dlaczego. Nie chodziło mi teraz o to, że jest wampirem który w każdej chwili może mnie zabić ale chodziło mi o to kim ja jestem. Byłam wściekłą także na siebie i na cały świat. Gdy dojechaliśmy na miejsce wysiadłam nic nie mówiąc i pobiegłam do domu. Dochodziła 19. Jutro była środa czyli sprawdzian z polskiego a ja nic nie umiałam. Pobiegłam do swojego pokoju i zaczęłam się szybko pakować na jutro. Nagle do mojego pokoju weszła ciocia.
-Hej Aniu.-powiedziała dosyć ponuro.
-Hej, czy coś się stało?-zapytałam wyczuwając w jej głosie smutek.
-Ten facet co tu był to twój brat.-oznajmiła.
Gdy wypowiedziała te słowa mnie kompletnie zatkało. Przecież ten mężczyzna powiedział wtedy "to jest moje dziecko". To jakim cudem to mój brat?! To było po protu nie możliwe.
-Nie! Tego już za dużo ! Wyjdz!-krzyknęłam i poczułam, że ciocię to zabolało.
-Nie wyjdę ponieważ muszę ci powiedzieć całą prawdę.-oznajmiła patrząc mi prosto w oczy.
-No dobrze, zgadzam się.-zgodziłam się tylko dlatego, że byłam strasznie ciekawa całej prawdy.
-Ten mężczyzna czyli twój prawdziwy brat nazywa się Denis. Twoja mama urodziła go gdy była bardzo młoda i postanowiła oddać go do adopcji. Nie kontaktowała się z nim i postanowiła nie pojawiać się w jego życiu. Gdy umarła to on dowiedział się o jej istnieniu.-oznajmiła.
-Skąd wiedział, że ja tu jestem?-zapytałam.
-Gdy dowiedział się, że jego matką była twoja mama od razu zaczął szukać swojej prawdziwej rodziny aż natrafił na ciebie.-powiedziała.
-Czego on ode mnie chce?-zapytałam wciąż ciekawa ale i wściekła, że dowiaduję się o tym dopiero teraz.
-On przez całe swoje życie żył z obcymi ludzmi i teraz dowiedział się, że zył w kłamstwie i twierdzi, że chcę cię bliżej poznać.-powiedziała.
-Nie wiem co mam o tym myśleć ale na pewno chce być sama.-odparłam.
Gdy ciocia opuściła mój pokój nie wiedziałam co robić. Tego było za dużo. Za kilak miesięcy miałam stać się wampirem a do tego mam brata o którym istnieniu nie miałam pojęcia. Żyłam w kłamstwie. Postanowiłam olać na razie wszystko i odpocząć po męczącym dniu. Upadłam z hukiem na łóżko i usnęłam.

Rano obudził mnie mój budzik nastawiony na 6:30. Tym razem nie musiałam się spieszyć do szkoły.



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"

.."Jeżeli jakaś inna hybryda dowie się, że ty istniejesz też zechce twojej przemiany a może i śmierci... "

-Bardzo ciężko jest mi w to uwierzyć.-powiedziałam.
-Wiem, to nie ty wybierasz sobie życie. To los płata figle a ty musisz cierpieć. Jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli to już za kilka miesięcy będziesz bezpieczna.-powiedziała stanowczo Frances.
-Czyli teraz nie jestem bezpieczna?-zapytałam.
-Nie, medalion chroni cię ale nie zapewnia stu procentowego bezpieczeństwa. Musze powiedzieć ci jeszcze jedno. Pod żadnym pozorem nie zapraszaj do domu obcych ludzi. Mogą oni podawać się za ludzi ale mogą być innymi istotami. Aby wampir mógł wejść do ciebie do domu ty musisz go zaprosić mówiąc po protu "wejdz!" lub gestem. Jeżeli go nie wpuścisz nie wejdzie on do środka. Lorensa wpuściłaś więc może on już przebywać w twoim domu.-powiedziała patrząc mi w oczy.
-No dobrze, powiedzmy, że wam wierze. Czyli co jak ja mam się zachowywać? Normalnie czy może mam siedzieć cały czas w domu?-zapytałam.
-Masz zachowywać się normalnie. Jeżeli ktoś obcy pojawi się w miasteczku to od razu poinformujemy cię o tym.-oznajmiła stanowczo.
-A co z moją ciocią?-zapytałam wpatrując się w okno.
-Twoja ciocia nie może się o tym dowiedzieć. Zachowuj się jak dotychczas.-powiedziała.
-No dobrze. Mam jeszcze taką małą sprawę.-oznajmiłam.
-Tak?-zapytała zdziwiona.
-Jak ostatnio wróciłam do domu zastałam w nim mężczyznę który kłócił się z moją ciocią i twierdził, że jestem jego dzieckiem.-powiedziałam.
-Jak on wyglądał?-zapytała.
-Był wysoki, szczupły oraz miał brązowe oczy jak i włosy. Jego głos był głośny i wyglądał na dosyć młodego. Miał może 23 lata. Frances? W jakim wieku był mój ojciec jak został przemieniony w hybrydę?-zapytałam bardzo zaciekawiona.
-Miał 23 lata...-powiedziała podchodząc do jakiejś szafki z książkami.
-Czyli to może być mój tata.-zająknęłam się.-a co najgorsze ciocia wpuściła go do domu.
-W tej książce powinny być zdjęcia twoich rodziców gdy mieli 18 lat. Może poznasz w nich tego mężczyznę.-powiedziała Frances szukając odpowiedniej strony w wielkiej księdze.
Gdy znalazła tę stronę pokazała mi ją.
-Oto twoja matka Margaret. Tak wyglądała gdy miała 18 lat.-oznajmiła Fran pokazując mi zdjęcie pewnej kobiety.
-Nie jestem do niej podobna.-powiedziałam wpatrując się w portret 'mojej matki'
-Ty jesteś podobna do swojego taty ale niestety nie ma tu jego zdjęcia.-powiedziała.
-A jakieś informacje o nim tu są?-zapytałam.
-Owszem są. Jest tu kartka z napisem Blaise (po polsku Błażej.). To jest na pewno on ale nie widzę tu żadnego jego zdjęcia.-powiedziała.
-Skąd znasz moją matkę?-zapytałam.
-Ze szkoły. Co prawda byłam od niej trochę starsza ale to ona była miss szkoły.-powiedziała uśmiechnięta Frances.-pamiętam jak chłopcy się za nią oglądali. Potem wyjechałam i już jej nigdy nie widziałam.
-Gdzie wyjechałaś?-zapytałam zaciekawiona.
-Wyjechałam do Francji na studia i postanowiłam zamieszkać tam. Właśnie tam poznałam Lorenso i zgodziłam się być jego wyrocznią. On jest inny niż inne wampiry, jest czuły oraz ma uczucia i cz\asem widzę, że jest smutny. Nie widać tego po nim ale jest gdzieś w nim coś z człowieka.-powiedziała.
-Co ja mam teraz zrobić?-zapytałam bezradna.
-Z czym? Czy coś się stało?-pytała zaniepokojona.
-Lorenso wyznał mi miłość.-powiedziałam spuszczając głowę.
-Na prawdę? To powinnaś się cieszyć. On w swoim życiu zakochał się tylko raz i to okazała się miłość bez wzajemności.-powiedziała.
-Tak? Opowiedz mi o niej.-zachęciłam ją.
-Nie wiem czy powinnam..-zaczęła się wykręcać.
-Mów. Proszę.-poprosiłam ją.
-No dobrze. A więc pierwsza dziewczyna Lorensa miała na imię...


Tak wyobrażam sobie mamę Annabel gdy miała 18 lat.

Kolejny rozdział już za mną. Mam nadzieje,że się spodoba. Dziękuję za wszystkie komentarze pod wcześniejszymi rozdziałami. Następny rozdział dodam pod koniec przyszłego tygodnia ponieważ zaczyna się szkoła a pózniej weekend majowy i do mnie przyjadą goście więc nie będę miała za dużo czasu. x;
Pozdrawiam cieplutko. ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"

.."Pamiętaj tylko, że ja zawsze cię ochronię, choćbym musiał zapłacić swoim własnym życiem..."

-Nie! To wszystko to jakaś jedna wielka bzdura! Przestań ! Wyjdz ! Chce być sama! -krzyknęłam po czym otworzyłam drzwi.
-Nie wyjdę dopóki się nie uspokoisz. Wiem, że to co ci powiedziałem może wydawać się dziwne ale to niestety prawda. Jesteś skazana na bycie wampirem.- oznajmił wciąż siedząc na łóżku.
-Nie jestem na nic skazana! Jeżeli ty nie wyjdziesz to ja to zrobię.-powiedziałam po czym wyszłam i trzasnęłam drzwiami.
-Aniu kochanie! Poczekaj!-powiedział to po czym złapał mnie za rękę.
-Ała! Nie rozumiesz, że mnie to boli ?! - wykrzyknęłam a w moich oczach pojawiły się łzy.
-Annabel ty się mnie boisz. -oznajmił.-skarbie ja nic ci nie zrobię, obiecuję.
-No dobrze.-zgodziłam się trochę.
-Chodz ze mną.-powiedział.
-Gdzie mam z tobą iść ?!-wykrzyknęłam znów wściekła.
-Pojedziemy do Frances. Ona ci wyjaśni wszystko.-powiedział.
-No dobrze.-zgodziłam się ponieważ interesowała mnie ta historia.
Do domu Lorensa dojechaliśmy w miarę szybko. Przed domem stała już Frances. Gdy weszliśmy do domu 'ciocia' Lorensa zaprowadziła nas do pomieszczenia w którym znajdywały się przeróżne przedmioty.
-Annabel..-zaczęła mówić Frances.-pewnie Lorenso opowiadał ci coś o nas no ale teraz to ja muszę cię przyswoic do tej sytuacji. Proszę Lorenso wyjdz.
Enzo opuścił pokój.
-Wiem, że możesz myśleć, że to wszystko to jakieś bajki ale to nie są bujdy. Musisz wiedzieć, że w przyszłości staniesz się wampirem i będziesz musiała pić krew. Muszę opowiedzieć ci o wampirach. Tylko pytanie brzmi czy chcesz dowiedzieć się tych rzeczy czy po protu mamy wymazać ci pamięć?-zapytała patrząc mi w oczy.
-To tak można?-zapytałam zdziwiona ale wciąż przerażona.
-Owszem można, jeżeli wampir patrzy w oczy człowiekowi może wmówić mu co tylko chce.-oznajmiła.
-No to zgadzam się.-zgodziłam się w końcu. Postanowiłam, że w końcu zacznę żyć pełnią życia. Z szarej myszki zmienię się w końcu w kobietę. Zacznę kochać życie!
-A więc zacznę od tego, że opowiem ci coś o sobie. Nazywam się Frances Vigier z pochodzenia jestem Angielką ale mój ojciec był Francuzem stąd to moje nazwisko. Mam 40 lat a wyrocznią jestem od urodzenia. No to teraz trochę o wampirach. Wampiry są stworzeniami a raczej istotami które żywią się krwią. Tu w miasteczku oprócz Lorensa nie ma żadnego innego wampira. Nie wiem co mogę ci jeszcze opowiedzieć ponieważ wydaje mi się, że nie chcesz mnie za bardzo słuchać.-powiedziała na mnie.
-Chcę cię słuchać ale ja nie chcę być wampirem.-oznajmiłam.
-Los nie będzie się ciebie pytał o zdanie.-powiedziała wstając.-proszę to dla ciebie.
-Co to jest?-zapytałam zdziwiona.
-To medalion który będzie cię chronił przed złymi mocami oraz mąceniu ci w głowie przez wampiry.-oznajmiła podając mi szkatułkę w której znajdował się medalion.
-Dziękuję.-powiedziałam.-mam pytanie.
-Tak?-zdziwiła się.
-Chciała bym dowiedzieć się czegoś więcej na temat moich rodziców.-oznajmiłam.
-Wiedziałam, że o to zapytasz. Nie mogę zdradzić ci prawdy o twoim prawdziwym pochodzeniu, przykro mi.-powiedziała patrząc mi w oczy.
-Chyba mam prawo wiedzieć!-krzyknęłam zdenerwowana.
-No dobrze.-zgodziła się Frances.
-A więc słucham.-oznajmiłam.
-Ty pewnie znasz historię w której twoja mama umarła w trakcie porodu a tata podciął sobie żyły. Ta historia jest prawdziwa ale oni wtedy nie zginęli. Twoja mama została przemieniona w wampirzycę a tata w hybrydę. Postanowili, że znikną z twojego życia ponieważ nie chcieli mącić ci w głowie i byli pewni,że będziesz szczęśliwa w innej rodzinie. Wtedy własnie stało się nieszczęście. Gdy miałaś 10 lat twoja matka zapragnęła cię zobaczyć ale tata odmawiał. Kiedyś gdy pokłócili się strasznie twój tata ugryzł swoją żonę i własnie tak ona została hybrydą. Nie mogę ci powiedzieć czy oni teraz żyją ponieważ minęło 7 lat ale jeżeli żyją to na pewno cię szukają ponieważ to własnie ty zagrażasz gatunkowi hybryd. Jesteś ich dzieckiem i płynie w tobie krew ludzka oraz tzw "Krew zimna". Twoja matka urodziła cię gdy była człowiekiem ale jej też pisane było "inne życie". Za kilka miesięcy będziesz miała 18 lat i własnie wtedy staniesz się wampirem i twoje żyły przepełni krew wampira. Musisz się z tym oswoić ponieważ nie masz innego wyjścia. Jeżeli twoi rodzice zjawią się w Sefton to będzie koniec dla ciebie. Będą chcieli za wszelką cenę pozbyć się "Zimnej krwi" z twojego organizmu. Aby to zrobić trzeba zmienić się w wampira no ale jeżeli zmienisz się w wampira przed twoimi 18 urodzinami to wtedy będziesz musiała za to gorzko zapłacić. Jeżeli ktoś sprzeciwi się losowi lub wyprzedzi go spotka go śmierć. Jeżeli jakaś inna hybryda dowie się, że ty istniejesz też zechce twojej przemiany a może i śmierci...



 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"

.."-Wiem, że mnie nie znasz ale mam nadzieje, że kiedyś jeszcze poznasz, proszę weź to.-powiedział "

-A więc dziękuję.-uśmiechnęłam się niepewnie.
-Aniu, David przyszedł.-oznajmiła ciocia prowadząc w moją stronę uśmiechniętego jak zawsze Davida.
-Cześć!-uśmiechnęłam się na jego widok.
Byłam szczęśliwa, że przyszedł David, bo nie miałam ochoty dłużej rozmawiać z tym facetem. Poszliśmy na górę do mojego pokoju.
-I jak randka z Megan?-zapytałam otwierając cipsy.
-Oj nieważne.-powiedział zabierając mi paczkę z cipsami.
-Jak to nie ważne ? -zapytałam zdziwiona.
-Ona nie jest w moim stylu. Megan jest nadętą modnisią dla której ważne sa tylko ciuchy i telefon.-powiedział wywracając oczami.
-Spróbuj ją poznać, David.-powiedziałam.
Nie. Powiedziała mi wprost, że jeżeli mamy się spotykać to mam zmienić swoją stylówke oraz telefon.-oznajmił.
-Na prawdę?-zapytałam zdziwiona jeszcze bardziej.
-Tak.-odparł.-a jak u ciebie?
-Super. Poznałam takiego fajnego chłopaka.-powiedziałam podekscytowana.
-Tak? Jak się nazywa?-wypytywał zaciekawiony.
-Lorenso inaczej Enzo.-powiedziałam siadając na krawędzi łóżka.
-Przepraszam muszę odebrać.-powiedział nagle David wyciągając telefon z kieszeni.
-Spoko.-uśmiechnęłam się.
Po skończeniu rozmowy David wstał i powiedział:
-Musze już iść. Mama dzwoniła, że jedziemy do centrum i kazała cię pozdrowić.-powiedział
-Powiedz jej, że ja też pozdrawiam.-uśmiechnęłam się po czym przytuliłam Davida a on po chwili wyszedł.
Zostałam sama. W moim małym i ciemnym pokoju brakowało tylko Lorensa. Wtedy właśnie ktoś zapukał cicho do drzwi. Powiedziałam "proszę". Przed moimi oczyma stanął Enzo. Mój Enzo.
-Hej, przyszedłem cię przeprosić.c..-zaczął.
-Nie masz za co.-powiedziałam.
-Mam, muszę ci coś powiedzieć...-oznajmił.
-Tak?-zapytałam zaciekawiona.
Lorenso nagle podszedł do mnie i czule mnie pocałował... Czułam się jak w niebie... Odwzajemniłam jego pocałunek i wtedy zrozumiałam co właściwie do niego czuje...
-Zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia.-powiedział trzymając mnie za rękę.
-Ja w tobie też.-powiedziałam i byłam pewna, że to co mówię jest prawdą.
-Ale nie możemy być razem.-powiedział nagle.-ja nie jestem tym za kogo się podaje.
-Co? Jak to?-zapytałam puszczając jego rękę i siadając na łóżku.
-Nie wiem czy mogę i powiedzieć.-powiedział cicho.
-Możesz. Ja cię zawsze zrozumiem i postaram pocieszyć lub pomóc.-powiedziałam.
-No dobrze a więc, ja nie jestem człowiekiem tylko wampirem.-powiedział.
-Nie wierzę.-prychnęłam.
-To patrz.-powiedział po czym odsłonił swoje długie, ostre kły.
-O mój Boże.-zająkłam się po czym wstałam. Bałam się Lorensa.
-Aniu, skarbie nie bój się mnie.-powiedział dotykając mojej reki a ja trzęsłam się ze strachu.
-No dobrze.-powiedziałam nie pewnie i powoli usiadłam na łóżku na przeciwko Lorensa.-opowiedz mi wszystko.
-No dobrze. A więc mam 470 lat. Ta historia którą ci teraz opowiem może być nie wiarygodna ale to niestety prawda. Gdy miałem 18 lat razem z moim rodzeństwem wybraliśmy się do lasu i własnie tam zaatakowały nas wilki. Moje rodzeństwo umarło na miejscu a mi udało się ledwo co uciec. Gdy doczołgałem się do mojego domu zobaczyłem jednego z sąsiadów. Podbiegł do mnie i powiedział, że może mi pomóc. Zgodziłem się. Zaprowadził mnie do swojego domu i właśnie tam zmienił mnie w wampira. Aby zmienić się w wampira musisz zostać zabity z jego krwią w oragnizmie. Na początku wolałem śmierć niż bycie bestią ale pomyślałem sobie, że mogę żyć jak normalny człowiek a nie jak jakieś stworzenie. Po przemianie postanowiłem wyjechać z Anglii. Błąkałem się po świecie szukając swojego miejsca. Po stu latach nieobecności wróciłem ponownie do Londynu i postanowiłem żyć jak normalny człowiek. Wtedy właśnie poznałem ciebie. Anno ty także skazana jesteś na bycie wampirem. Bardzo mi przykro ale to niestety prawda. Frances nie jest moją ciocią lecz jest wyrocznią która przepowiada przyszłość. Gdy tylko cię zobaczyłem poprosiłem by zobaczyła jak będzie wyglądała twoja przyszłość.W dniu twoich 18 urodzin zginiesz skacząc z przepaści i to własnie ja cię uratuję, zamieniając cię w wampira.-gdy skończył opowiadać mnie zamurowało. To nie mogła być prawda.
-Dlaczego akurat ja?-zapytałam patrząc w okno.
-Ponieważ twoi rodzice byli hybrydami to twoje więzi połączone są z nimi. Hybryda to wampir i wilkołak. To wszystko jest dla ciebie zbyt trudne ale mam nadzieje, że dasz radę. Pamiętaj tylko, że ja zawsze cię ochronię, choćbym musiał zapłacić swoim własnym życiem...

Przepraszam, że na nowy rozdział czekaliście tak długo ale nie miałam za bardzo weny no i były święta itp. Dziękuję za wszystkie miłe komentarze. Kolejny rozdział postaram się dodać w czwartek. Pozdrawiam.
  • awatar ♥.konie.♥:
  • awatar Seiti: Faktycznie można by rozwlec jej reakcję, ale nie jest źle, jesteś młodziutka i widzę w Tobie wielki potencjał.
  • awatar FashionInspiration: wow! interesująco się robi, czekam na dalszy rozdział :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"

.."-No to sama ją zobaczę. Chodź jedziemy.-powiedziałam wstając z kanapy.
-Gdzie?-zapytał zdziwiony.
-No ja kto gdzie? Do ciebie!-oznajmiłam zapinając smycz Kapslowi. "

Enzo niechętnie wyszedł z mojego domu. Wsiedliśmy w taksówkę po czym zaraz dojechaliśmy na miejsce. Dom w którym mieszkał Lorenso przypominał pałac. Był ogromny a przed nim był wielki, okrągły ogród w którym kwitły bardzo ciemne róże. Jeszcze nigdy nie widziałam takiego koloru u róż ale po Enzo mogłam spodziewać się wszystkiego. Gdy taksówkarz odjechał staliśmy przed drzwiami nic nie mówiąc. W końcu Enzo powiedział:
-I jak? Może być?-zapytał.
-Piękny dom.-powiedziałam.
-A więc zapraszam.-uśmiechnął się po czym otworzył mi drzwi.
To co tam zobaczyłam było jak w jakimś śnie. W porównaniu z moim domem to ten był milion razy większy i piękniejszy. Na wejściu był duży salon otwarty na wielką kuchnię a po środku były ogromne lśniące schody prowadzące na piętro. Podłoga lśniła a leżące na niej dywaniki tworzyły zgrany klimat domu. Na ścianie wisiał ogromny telewizor a na około niego były fotele oraz kanapy ze skóry. Na stole leżał laptop oraz te ciemne róże z ogrodu. Moje myśli w końcu przerwał Enzo.
-A więc oto jest mój pupilek.-powiedział Enzo po czym krzykną- Leyla! chodz do mnie!
Zza ściany wyłonił się mały pudelek o czarnym futerku.
-To moja pociecha, wabi się Leyla.-uśmiechnął się przytulając psa.
-Pudelek?-zapytałam.
-Tak, miniaturka.-zaśmiał się.
Wtedy własnie poczułam jak coś ciągnie mnie to tyłu. To był Kapsel.
-Jejku, jakie cudo. Mogę potrzymać?-zapytałam.
-Oczywiście.-powiedział podając mi pieska i jednocześnie biorąc smycz z Kapslem.
Byłam po prostu zachwycona. Enzo miał chyba wszystko czego tylko sobie zapragnął. Gdy zobaczyłam jak spuszcza Kapsla ze smyczy zaprotestowałam.
-Lepiej go nie spuszczaj!-powiedziałam.
-Dlaczego?-zapytał zdziwiony.
-On ci tu wszystko powywraca.-powiedziałam ciągle głaskając Leyle.
-Posprzątam.-zaśmiał się po czym puścił mojego psa który od razu pobiegł gdzieś do kuchni.
Wtedy własnie z kuchni usłyszałam krzyk. Pobiegliśmy tak szybko i zauważyliśmy, że na stole stoi jakaś starsza pani.
-Ciociu czy coś się stało?-zapytał Lorenso podając starszej pani rękę.
-Co to tu robi?-wykrzyknęła.
-To moja wina. Przepraszam.-wtrąciłam się nagle.
-Ty jesteś Annabel?-zapytała podając mi rękę.
-Tak, to ja. Skąd pani...-zaczęłam mówić ale ona mi przerwała.
-Lorenso dużo mi o tobie opowiadał, na prawdę jesteś taka śliczna, i te oczka.-zachwycała się.-ja nazywam się Frances, jestem ciocią Lorensa.
-Miło mi.-uśmiechnęłam się.-ja już niestety muszę się zbierać ponieważ w domu czeka na mnie moja ciocia.
-Nalegam abyś została na kolacji.-powiedziała wciąż się uśmiechając.
-Nie mogę, przepraszam.-powiedziałam kierując się ku drzwiom.
-Zapraszam ponownie.-powiedziała machając mi na pożegnanie.
-Na pewno wpadnę o ile Enzo pozwoli.-uśmiechnęłam się do niej.
-Na prawdę już idziesz?-zapytał otwierając drzwi.
-Niestety.-powiedziałam.
Nagle z domu dobiegły jakieś piski i krzyki, przypominały one krzyki jakiejś dorosłej osoby.
-Co to jest?- zapytałam trochę przestraszona.
-Nic. No to pa.-powiedział zamykając mi przed nosem drzwi.
To było chamskie z jego strony. Czułam, że coś jest z nim nie tak. Lorenso był inny, jakiś taki "nieczuły". Czasem zachowywał się normalnie a czasem nagle znikał. Do domu wracałam taksówką. Kapsel był głodny i czułam, że bał się czegoś. Gdy weszłam do domu usłyszałam głos dobiegający z kuchni. Ciocia kłóciła się z kimś przez telefon. Pewnie nie usłyszała jak weszłam. Wiem, że tak jest nie ładnie ale postanowiłam podsłuchać jej rozmowę. Wtedy własnie zobaczyłam, że ktoś jest w kuchni oprócz cioci. Był to mężczyzna o ciemnych oczach, dosyć wysoki i umięśniony.
-Ile razy mam ci jeszcze tłumaczyć... Annabel zostaje ze mną!-krzyknęła w końcu ciocia bardzo zdenerwowana.
-Annabel jest moim dzieckiem i nie interesuje mnie to czy ci się to podoba czy nie ale ona idzie ze mną.
Po usłyszeniu tych słów niechcący upadła mi torba i ciocia od razu zauważyła, że jestem już w domu.
-O! Ania! Świetnie, że przyszłaś.-powiedziała uśmiechając się.
-To może ja pójdę już do siebie..-zaczęłam iść w stronę schodów.
-Aniu zaczekaj.-powiedział ten mężczyzna który podawał się za mojego ojca.
-Słucham pana?-udałam, że nie słyszałam ich rozmowy.-czy my się znamy?
-Nie poznajesz mnie?-zapytał zdziwiony.
-Nie.-odparłam obojętnie.
-Najwyraźniej musiałem cię z kimś pomylić, przepraszam.-powiedział po czym podszedł po nie i dał mi coś w kształcie medalionu.-kiedyś należał do mojej córki, teraz jest twój.
-Dziękuję ale ja pana nie znam więc nie mogę tego przyjąć.-odmówiłam.
-Wiem, że mnie nie znasz ale mam nadzieje, że kiedyś jeszcze poznasz, proszę weź to.-powiedział



______________________________________________________________
Oto pies Annabel Labrador retriever wabi się Kapsel

Oto pies Lorensa Cartena Pudelek miniaturka wabi się Leyla.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (29) ›
 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"

"-Ja też nie lubię. Ok, może być u ciebie. Dasz mi adres?-zapytałam.
-Przyjadę po ciebie.-powiedział. "

Ostatnią lekcją był wf, tym razem nie ćwiczyłam ponieważ bolała mnie głowa. Zajęcia były na sali gimnastycznej razem z chłopakami. W jednej stronie sali chłopcy grali w koszykówkę a w drugiej dziewczyny odbijały piłkę. Siedziałam oparta o ławkę rysując coś bezmyślnie w swoim zeszycie. Nagle walnęła mnie piłka, wstałam energicznie i zobaczyłam, że lecą mi łzy. Bolał mnie prawy policzek a gdy dowiedziałam się, że walną mnie Lorenso byłam wściekła na niego. Natychmiast wszyscy podbiegli do mnie i zaczęli się mnie wypytywać czy na pewno nic mi nie jest. Lorenso także podszedł, przeprosił mnie oschle jak sądzę z obojętnością. Pani pozwoliła mi wrócić do domu wcześniej. Poszłam do szafki przebrać się po czym wyszłam ze szkoły. Nie zamierzałam wychodzić nigdzie z Lorenso, bo czułam, że on się mnie wstydzi. Do domu szłam szybko ponieważ chciałam jak najszybciej przyłożyć sobie lód do oka żebym nie miała śladu. Cioci nie było. Dochodziła 14. Położyłam się w salonie przed telewizorem trzymając na policzku lód. Ktoś nagle zapukał do drzwi, byłam strasznie zmęczona i wszystko mnie bolało i nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Nagle usłyszałam czyjś głos od razu poznałam, że jest to Lorenso.
-Annabel! Wiem, że tam jesteś, otwórz proszę.-powiedział szarpiąc za klamkę drzwi.
-Idz sobie!-krzyknęłam ocierając łzy które pojawiły się nagle.
-Otwórz proszę.-powiedział.
Wstałam i otworzyłam .
-Dziękuję.-powiedział po czym zamkną za sobą drzwi.-jak oko?
-Ok.-powiedziałam obojętnie.
-Przepraszam za wszystko.-powiedział w końcu po czym spuścił wzrok.
-Ok.-powiedziałam ciągle obojętnym tonem.
-Wiem, że w szkole zachowuję się jak głupek ale to się zmieni. Obiecuję.-oznajmił mi po czym podszedł i popatrzył mi głęboko w oczy.
-No dobrze, wybaczam ci.-oznajmiłam w końcu.
-Dziękuję.-podszedł do mnie jeszcze bliżej i przytulił mnie czule.
-Napijesz się czegoś?-zapytałam.
-Nie, dziękuję.-powiedział.
-Mam do ciebie małe pytanko.-zaczęłam.
-Tak?-zapytał zdziwiony.
-Nazywasz się Lorenso, tak?-zapytałam.
-No tak.-oznajmił.
-To jak nazywają cie przyjaciele? Jak zdrabnia się twoje imię?-zapytałam.
-Enzo. Po prostu Enzo. -powiedział uśmiechając się.
-Enzo? Ładnie.-powiedziałam.
Wybaczyłam Lorensowi ponieważ nie umiałam się na niego gniewać. Czułam jakbym znała go od zawsze. Rozumieliśmy się w każdej sytuacji. Wtedy własnie do salonu wbiegł mój pies- Kapsel.
-Jaki śliczny.-powiedział Enzo głaskając Kapsla.
-Wiem, bo mój.-zaśmiałam się.
-Cudny jest, na prawdę.-oznajmił ciągle głaszcząc Kapsla.
-Wiem, a ty nie masz psa? -zapytałam ciekawa.
-Mam ale głupio mi się przyznać do jej rasy.-powiedział krzywiąc się.
-No to sama ją zobaczę. Chodz jedziemy.-powiedziałam wstając z kanapy.
-Gdzie?-zapytał zdziwiony.
-No ja kto gdzie? Do ciebie!-oznajmiłam zapinając smycz Kapslowi.


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (22) ›
 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"

"Czułam, że wokół mnie zaczyna się ściemniać a przed oczyma pojawił mi się tylko stary dom... "

Dom był prawie ruiną która ledwo co stała. Podeszłam do niej i zobaczyłam, że w środku ktoś jest. Przyjrzałam się bliżej lecz nikogo już nie widziałam. Nagle poczułam chłód za moimi plecami. Odwróciłam się szybko i własnie wtedy zauważyłam Lorensa.
-Co ty tu robisz?-zapytał.
-Ja? Co ty tu robisz?-zdziwiłam się.-to chyba twoje.-powiedziałam podając mu kartkę.
-O! Dzięki.-powiedział oschło.
-To cześć.-powiedziałam po czym minęłam go.
Lorenso złapał mnie za rękę i przyciągną mnie do siebie. Dzieliły nas milimetry. Zdziwiłam się jego zachowaniem i powiedziałam.
-Co ty robisz?-zapytałam próbując wydostać się z uścisku.
-Przepraszam, jakoś tak.-powiedział to po czym zesmutniał i puścił mnie.-muszę iść, cześć. Do jutra w szkole!
-Do jutra.- powiedziałam szeptem.
Do domu wracałam biegiem. Dochodziła 18 a lekcji nawet nie zaczęłam,. Gdy tylko przekroczyłam próg domu pobiegłam na górę i zaczęłam pakować się na jutro. Nagle przyszedł mi sms: " rzepraszam za swoje zachowanie. Lorenso." Skąd on miał mój numer? Przecież nie dawałam mu go. Bez zastanowienia odpisałam "Nic nie szkodzi." Lekcji nie miałam dużo ponieważ zbliżał się koniec roku i nauczyciele mało zadawali do domu. Po odrobieniu lekcji postanowiłam ogarnąć trochę pokój i poszukać zeszytów od Esthery. Nigdzie ich nie było, ani pod łóżkiem ani na podłodze. Gdzie one były ? Jeszcze niedawno były w reklamówce i znikły. Ktoś musiał je zabrać, bo chyba by się nie rozpłynęły. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do cioci.
-Halo? Ania?-zapytała odbierając.
-Tak to ja. Ciociu o której tak dokładnie będziesz?-zapytałam.
-Będę w nocy, nie wiem o której. Czy coś się stało?- zdziwiła się.
-Wszystko ok. Na razie!-powiedziałam o czym rozłączyłam się.
Nie odkładając telefonu napisałam sms do Davida ponieważ przypomniało mi się, że jest na randce z Megan. Napisałam mu "Jak tam?" Odłożyłam telefon i podniosłam z łózka laptopa. Byłam strasznie zmęczona i postanowiłam się zdrzemnąć.
Obudziły mnie straszne promienie słońca. Gdy zobaczyłam na zegarek była 8:30. Myślałam, że nie zdążę i, że nie zobaczę Lorenso. Pobiegłam szybko do łazienki i umyłam się, przebrałam oraz w biegu zjadłam bułkę. Ciocia jeszcze spała. Wyszłam cicho z domu i ruszyłam w pogoń za czasem. Gdy już dotarłam dochodziła 9 czyli 2 lekcji. Była to matematyka. Wleciałam do klasy zadyszana a pani zrobiła wielkie oczy.
-Annabel? Czyżbyś zaspała ? - prychną jakiś chłopak.
-Przepraszam za spóźnienie.-powiedziałam po czym usiadłam w swojej ławce.
-Dobrze.-oznajmiła pani.- Mamy w klasie nowego ucznia. Jest starszy ale miły. Poznaj Lorensa...
Lorenso wstał i udał, że nie zna mnie.
-Hej, jestem Lorenso. Miło mi cię poznać.-powiedział podając mi swoją lodowatą rękę.
-Czy my się już gdzieś nie poznaliśmy?-zapytałam zdziwiona jego zachowaniem.
-Nie, chyba nie.-odparł krótko nie patrząc mi w oczy.
-No dobrze usiądzcie.-wtrąciła się nagle pani. Może ty Annabel oprowadzisz po szkole Lorensa?
-Ok.-powiedziałam.
Usiadłam obok Lorenso ponieważ pani mi kazała. Nie odzywał się do mnie, tak jakbyśmy się nie znali a przecież zaprzyjaźniliśmy się. Nie rozumiałam go. Gdy zadzwonił dzwonek odetchnęłam z ulga i wyszłam z klasy. Nagle obok mnie pojawił się Lorenso a ja wywróciłam oczami. Objął mnie a ja się wykręciłam. Zdziwił się.
-Co z tobą?-zapytał.
-Dlaczego udawałeś, że mnie nie znasz?-zapytałam nie patrząc na niego.
-Jakoś tak.-powiedział obojętnie.
-Cześć.-powiedziałam po czym wyprzedziłam go a on złapał mnie za rękę.
-Czekaj! Miałaś oprowadzić mnie po szkole.-prychnął a ja czułam, że ma ochotę poflirtować ze mną.
-No jak muszę to ok.-zgodziłam się.
Resztę dnia chodziłam z Lorenso po szkole i pokazywałam mu wszystko i poznawałam z wszystkimi. Na ostatniej lekcji była godzina wychowawcza. Siedziałam i rozmawiałam z Lorenso i w pewnej chwili zaproponował mi:
-Czy chcesz wyjść gdzieś wieczorem?-gdy wypowiedział te słowa mnie kompletnie zatkało.
-Gdzie?-odparłam chłodno ale w duszy cieszyłam się jak małe dziecko.
-Chociażby do mnie. Nie lubię kin ani tłocznych miejsc.-powiedział.
-Ja też nie lubię. Ok, może być u ciebie. Dasz mi adres?-zapytałam.
-Przyjadę po ciebie.-powiedział.




Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"

.."Ciągle przed oczami miałam jego piękne oczy. W dłoni trzymałam zeszyt który mi podał, jego ręka była taka zimna, że do tej pory czułam chłód... "

Lorenso był inny, chodź wcale go nie znałam poczułam między nami pewną więź którą nie wiem jak opisać. Zamyślona powili wracałam do domu, kiedy wkroczyłam na swoją ulicę zobaczyłam Estherę i bardzo się zdziwiłam. Dziewczyna spacerowała koło mojego domu patrząc w chodnik. Gdy mnie zauważyła podbiegła do mnie szybko i powiedziała:
-Gdzie byłaś? Czy spotkałaś może Lorensa?-zapytała bardzo ciekawa.
-Spotkałam, znasz go? - zapytałam zadziwiona.
-Owszem znam i mogę powiedzieć ci tylko tyle, że nie jest to chłopak dla ciebie.- powiedziała stanowczo a w jej głosie wyczułam powagę.
-Dlaczego?-zapytałam ciągle bardzo ciekawa.
-Nie mogę ci powiedzieć.-oznajmiła.
-No dobrze, co tu robisz?-zapytałam.
-Szukałam cię ponieważ znalazłam na strychu stare zeszyty które moim zdaniem powinnaś przejrzeć.-powiedziała szukając czegoś w torbie.
-Ja? Po co ?-zdziwiłam się.
-W tych zeszytach są informacje na temat ciebie i twoim rodziców oraz twojego prawdziwego pochodzenia.-powiedziała podając mi coś w reklamówce.
-Moi rodzice zginęli nie mam pojęcia po co ciągle drążysz ten temat.- wymamrotałam i wywróciłam oczami.
-Ponieważ żyjesz w kłamstwie. Wybacz ale muszę już iść.-powiedziała po czym znikła za rogiem ulicy.
Zdziwiło mnie zachowanie Esthery, nie dość, że chodziła za mną to jeszcze opowiada jakieś niestworzone historie o moim rodzicach. Resztę drogi do domu przebyłam myśląc o Lorenso. Skąd Esthera zna go ? Na te pytania nie miałam odpowiedzi. Gdy przekręciłam zamek w drzwiach od domu poczułam chłód. W domu nikogo nie było od rana więc jest tam nieco chłodniej niż na zewnątrz. Dom nie był duży. Zaledwie cztery pokoje, dwie łazienki, spiżarnia, strych i dwa duże korytarze. Ja spałam na piętrze, moim ulubionym miejscem był własnie strych. Było na nim wiele książek oraz starych ubrań. Często brałam tam laptopa czy książkę i siedziałam całymi dniami. Nie było tam ani zimno ani gorąco, po prostu idealnie. Oglądałam tam także zdjęcia rodziców oraz mojej całej rodziny. Weszłam do kuchni. Nastawiłam wodę na kawę i poszłam wziąć szybki prysznic. Byłam strasznie zmęczona a gdy po wróceniu do kuchni zobaczyłam karteczkę o cioci "Wrócę w nocy ponieważ umówiłam się na spotkanie." Po przeczytaniu tych słów wzięłam kubek kawy i pobiegłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa i otworzyłam cipsy leżące na stole. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Pobiegłam szybko na dół i przed moimi oczyma stanął Lorenso.
-Lorenso? Co ty tu robisz?-zdziwiłam się.
-Przyszedłem aby oddać ci zeszyt. Całkowicie o nim zapomniałaś a to jednak matematyka.-powiedział podając mi mój różowy zeszyt.
-Myślałam, że go wzięłam.-oznajmiłam.-dziękuję , wejdziesz?
-Pewnie, zaprosisz mnie?-zapytał a mnie to trochę zdziwiło.
-Nie wiem po co to pytanie no ale spoko... wejdz! -uśmiechnęłam się.
-Dzięki.-powiedział po czym powoli przeszedł przez próg domu a mnie to strasznie zdziwiło.
-Napijesz się czegoś?-zapytałam prowadząc go do kuchni.
-Nie dziękuję.-powiedział uśmiechając się lekko.
-To może opowiesz mi coś o sobie?-zapytałam.
-Ok. Nazywam się Lorenso Carten i mam 18 lat. Jestem tu przejazdem i będę tu do września lub dłużej jeżeli mi się spodoba.-powiedział.
-Interesujące. Masz 19 lat czy nie powinieneś chodzić do szkoły?-zapytałam.
-Powinienem. Od jutra jestem uczniem w waszej szkole.-powiedział.
-Ok, a gdzie mieszkasz?-zapytałam.
-Mieszkam u swojej babci na początku Sefton.-powiedział zwięźle.
-Ok.-przytaknęłam.
-Będę już się zbierał.-powiedział wstając z krzesła.
-Co? Już? Tak szybko?-byłam zaskoczona.- mam jeszcze małe pytanko.
-Tak?-zapytał.
-Czy znasz może Estherę.-zapytałam.
-Znam, muszę już iść.-powiedział szybko i wyszedł a z jego spodni wyleciała jakaś mała kartka.
Pobiegłam za nim szybko lecz już go nie zastałam. Znikł a ja wciąż trzymałam tę kartkę. Napisane na niej było "Na końcu ulicy stary dom" Co miały oznaczać te słowa? To było dziwne. Wstałam po czym poszłam do swojego pokoju. Wtedy własnie przypomniało mi się o zeszytach które dała mi Esthera. Podeszłam do swojej torby ale nie widziałam ich. Reklamówka była pusta a mój laptop przewrócony. Zdziwiłam się strasznie i ogarnął mnie dziwny niepokój. W pokoju było ciemno i strasznie, postanowiłam wyjść i się trochę przewietrzyć. Włożyłam kartkę do kieszeni i wyszłam z domu. Wciąż było gorąco i nie było wiatru. Poszłam chodnikiem wzdłuż ulicy. Nie widziałam żadnych ludzi ani zwierząt. Czułam się dziwnie i ogarniał mnie straszny niepokój. Czułam, że wokół mnie zaczyna się ściemniać a przed oczyma pojawił mi się tylko stary dom...

 

 
Opowiadanie..Pt: "Skazana na wampira"

Nazywam się Annabel Honses ale wszyscy mówią do mnie Anna. Pochodzę z małego miasteczka pod Londynem które nazywa się Sefton. Jest to dosyć małe i ponure miasteczko. Nie lubię go za bardzo, nie działo się w nim prawie nic aż do zeszłej nocy. Ktoś zamordował w lesie kobietę i wrzucił do starej studni, ad tamtej pory ludzie są dosyć dziwni i przestraszeni. No to teraz trochę sobie: Mam 17 lat i nie mam rodzeństwa, wszyscy nazywają mnie rozpieszczoną jedynaczką ponieważ nie umiem się dzielić. Mam czarne włosy i nietypowe przezroczysto błękitne oczy. W szkole często jestem wyśmiewana ponieważ czarne włosy nie pasują do niebieskich oczu. Gdy tylko skończę 18 lat przemaluję sobie włosy na blond i wtedy nikt nie będzie się mnie o nic czepiał. Lubię sport ale nie cierpię wf'u. Myślę, że jestem normalną nastolatką która prowadzi nudne życie ale tak nie jest. Poznałam ostatnio dziewczynę Estherę która próbuje mi wmówić, że świat jest inny niż się wydaje. Powiedziała mi także, że nie jestem zwykłą dziewczyną ponieważ moi rodzice byli jakimiś stworzeniami. Wyśmiałam tą dziewczynę no ale te informacje utknęły w mojej głowie niczym grom z nieba. Moi rodzice zmarli gdy tylko się urodziłam, mama w trakcie porodu a tata podciął sobie żyły gdy dowiedział się, że mama nie żyje. Przynajmniej ja taką wersję przyjęłam. Staram się nie zwracać uwagi na Estherę ale ona ciągle chodzi za mną i zadręcza mnie głupimi pytaniami. Po śmierci moich rodziców nie miałam nikogo. Już 17 lat opiekuje się mną koleżanka mojej mamy - Polly. Ma 40 lat i jest dosyć przyjazną osobą. Nie ma męża ani dzieci ponieważ sądzi, że nie potrzebne są jej dodatkowe problemy. Kocham ją jak własną matkę ponieważ tylko ją mam. W szkole mam mało przyjaciół, moim największym kumplem jest David. Ma on także czarne włosy oraz brązowe oczy, ubiera się bogato i tylko na mnie zwraca uwagę. Nie mam przyjaciółki ale za to mam psa. Rasa mojego psa to Labrador retriever a wabi się Kapsel. Oprócz Davida, cioci Polly (nazywam ją ciocia.) i mojego pieska nie mam nikogo. Nie użalam się nad sobą, bo wiem, że nic mi to nie da. Nie mam chłopaka ponieważ boję się zaufać ale czuję, że z dniem jutrzejszym wszystko się może zmienić. Jutro jest już 11 czerwca, już za kilka tygodni koniec roku i wakacje. Nie chcę żegnać się z szkołą tutaj ponieważ mam z nią dużo cudownych wspomnień. Gdy skończę 18 lat chcę się wyprowadzić ale nie mogę ponieważ nie mam gdzie. Na dzisiaj to tyle rozmyślań idę spać...
Zasnęłam. Rano obudziła mnie ciocia i oznajmiła mi, że jeżeli się nie pośpieszę to nie zdążę do szkoły. Wstałam bardzo szybko i ubrałam pierwsze lepsze ubrania, umyłam się po czym wybiegłam z domu. Była 7:45. Miałam 15 minut na to by zdążyć do szkoły. Biegłam szybko a gdy już dotarłam była 7:55. Zadyszana weszłam do szkoły i szybko przebrałam się. Pierwszy przedmiot to matematyka. Nie cierpiałam matematyki. Dzwonek zadzwonił i weszliśmy do klasy. W mojej klasie było 17 uczniów i w tym dziewczyna która wcale nie chodziła do szkoły nazywała się Blanca. Pani od matematyki kazała nam rozpakować się. Gdy otworzyłam zeszyt zobaczyłam, że całkowicie zapomniałam o pracy domowej. Byłam przerażona, starałam się patrzeć gdzie indziej, oby tylko nie na panią. W końcu dobiegły do mnie słowa pani:
-To może dzisiaj prace domową przeczyta nam... Annabel! - uśmiechnęła się do mnie sztucznym uśmieszkiem.
-Nie przygotowałam się.-powiedziałam krótko.
-Co ? Jak to ? Ty ? Nie możliwe.-zdziwiła się.
-Zapomniałam.-wymamrotałam.
-Niestety ale muszę cię ukarać.-powiedziała a ja byłam pewna, że zaraz postawi mi jedynkę i wywali mnie za drzwi.- Jako, że zawsze jesteś przygotowana do lekcji dzisiaj udzielam ci tylko nagany ale i tak zostaniesz po lekcjach.
-Dziękuję, w jakieś sali?-zapytałam.
-Tutaj.-powiedziała.
Całe 45 minut przespałam, nic mi się nie chciało chociaż świeciło słońce. Dzisiaj w szkole nie widziałam Esthery i to mnie trochę zadziwiło. Po matematyce miał być wf, zaraz po matematyce to własnie tego przedmiotu nie cierpiałam. Przebrałam się razem z dziewczynami i wyszłyśmy na dwór na boisko. Było gorąco i miałam ochotę oblać się zimną wodą i zacząć się opalać. Swoje marzenia musiałam odłożyć na chwilę ponieważ pani od Wf'u mnie nie lubiła i zawsze musiałam biegać najwięcej za karę.
Wychowanie fizyczne minęło w miarę szybko a zaraz po nim przyszła biologia i kilak innych przedmiotów. Do domu wracałam długo ponieważ byłam strasznie wyczerpana i marzyłam tylko o zimnej kompieli oraz czymś do zjedzenia. Przypomniało mi się, że dzisiaj jeszcze nic nie jadłam. Nagle ktoś podbiegł do mnie i objął mnie w pasie, natychmiastowo zabrałam tę rękę. To był David.
-Hej piękna.-powiedział po czym przytulił mnie.
-Hej David, co u ciebie?-zapytałam uśmiechnięta.
-Wszystko ok.-odpowiedział.-a u ciebie?
-Poza tym, że jestem wyczerpana i zmęczona to spoko.-zaśmiałam się.
-Hehe. Zapraszam cię na lody.-powiedział.|
-Kiedy?-zdziwiłam się.
-Zaraz.-uśmiechną się.
-Nie nie wiem, jestem zmęczona i nie chce mi się iść tak daleko.-wymigiwałam się.
-Oj chce chce. -zaśmiał się po czym pociągną mnie za rękę.

Droga do kawiarni nie była długa więc nie zajęło nam to dużo czasu. Wybralismy stolik na dworze. David zapytał:
-Jakie chcesz lody?-zapytał przeglądając kartę Menu.
-Truskawkowe z polewą miętową.-zaśmiałam się.
-Co? Truskawki i mięta? -zapytał zdziwiony.
-Nie tylko moje włosy i oczy są dziwne ale i ja też jestem szalona więc chcę te lody.- powiedziałam.
-Ok, ale nie dziwna tylko raczej szalona.-powiedział to po czym znikł za drzwiami kawiarni.
Gdy David wrócił od razu zaczęliśmy jeść lody.
-Przepraszam, że zapytam ale czemu ty dzisiaj taki wesoły?-zapytałam nie przerywając jedzenia.
-Pamiętasz tę Megan?-zapytał.
-Pamiętam, to w niej się kochasz.-oznajmiłam.
-Tak. Własnie dzisiaj zaprosiłem ją na randkę a ona się zgodziła.-powiedział uradowany.
-Na prawdę? To super! -krzyknęłam po czym przytuliłam Davida.
-Też nie mogę jeszcze uwierzyć.-zaśmiał się.
-Gdzie macie się spotkać?-zapytałam.
-W tej kawiarni o 18.-powiedział,-no i oczywiście mam prośbę.
-Jaką?-zapytałam zaciekawiona.
-Co mam jej kupić?-zapytał.
-Hmm, nie znasz jej za dobrze więc nie kupuj jej nic drogiego ale kup jej cos by miała na dłużej i by to coś przypominało jej o tobie-powiedziałam.
-No okej. Ale co to może być?-zapytał.
-Tobie to trzeba wszystko mówić.-wywróciłam oczami.-możesz kupić jej ramkę na zdjęcie i podarować jej swoje zdjęcie, możesz kupić jej kwiaty, czekoladki czy wisiorek.
-No dobrze, coś jej kupie. Przepraszam ale dochodzi 16 więc mam mało czasu, muszę już iść, do zobaczenia! -powiedział wychodząc.
-Na razie!.-powiedziałam.
Wzięłam swoja torbę po czym ruszyłam w stronę domu. Nie miałam siły nawet by iść i własnie wtedy z torby wypadł mi mój zeszyt do matematyki schyliłam się by go wziąć ale ktoś mnie wyprzedził.
-Proszę.-powiedział uprzejmie ciemny brunet o piwnych oczach.
-Dziękuję.-zająknęłam się.
-Jak masz na imię?-zapytał a do mnie słowa docierały dopiero po kilku sekundach.
-Annabel. A ty?-zapytałam.
-Lorenso, miło mi.-powiedział.
-Czy my się przypadkiem nie znamy?-wymamrotałam.
-Raczej nie ale wydaje mi się jak byśmy znali się wieczność.-powiedział a ja tonęłam w jego rękach.-Musze już iść, pa Annabel.
-Cześć.-powiedziałam tylko a on znikł.
Ciągle przed oczami miałam jego piękne oczy. W dłoni trzymałam zeszyt który mi podał, jego ręka była taka zimna, że do tej pory czułam chłód...